28 paź 2014

W walce o wolność ("Dziennik Edwarda Chomika")



To ten dzień – myślę.

Gwałtownie wyskakuję z autobusu, zażywnie przebierając nogami biegnę w stronę domu, przepełniona nadzieją, słodkim smakiem szczęścia oraz podniecenia. Już jest, musi być – powtarzam te słowa niczym regułkę, od której zależeć może moje życie. Wchodzę do pokoju i staram się ogarnąć oczyma cały ten niczym niezmącony chaos. Widzę ją. Zrzucam z siebie ośmiokilogramowy plecak, wyjmuję nożyczki i zaczynam. Czuję się jak kardiolog, choć moje dłonie na pewno zbyt się trzęsą. Czuję się jak archeolog, jednak moje serce za szybko bije, gdy  z wielką precyzją wyjmuję, coś, co wcześniej zdążyłam namacalnie zbadać prawą dłonią.

To „coś” jest wielkości płyty CD w opakowaniu. Badam strukturę okładki, czytam co napisane jest z tyłu, z przodu, wewnątrz. Przeglądam obrazki i wącham. Na czarnej okładce widzę białego chomika, oczywiście jak przystało na porządnego chomika, z fajką i zapalniczką. A potem napis:


„Mój dziennik przeniesie cząstkę mnie w wieczną światłość.”


A potem zaczęłam czytać.


Jak to się zaczęło. 

Edward ma sześć miesięcy, kiedy zaczyna pisać dziennik. Nowy dziennik, nowe życie, nowa rodzina. Wobec niej jest chyba najbardziej cynicznym chomikiem jakiego znam. Jest nieznośny, miewa własne humorki, jednocześnie starając się uprzykrzać życie swoim właścicielom, hałasując w nocy, czy gryząc ich. Chomik zna swoje prawa. Pragnie je zamanifestować protestem głodowym, jednak po wycieńczających kilku minutach daje sobie spokój. Uwielbia irytować głupiutkie istoty ludzkie, które uważają że mogą bezkarnie zniewalać zwierzęta.


"Postanowiłem, że będę biegał na kołowrotku, ale tylko w nocy, kiedy śpią. Będę wtedy drapał, pełzał i trząsł klatką, żeby ich irytować i pokazać, że nie zamierzam popisywać się żadnymi sztuczkami – jeśli coś robię, robię to dla siebie, nie dla nich" 

Jeden chomik, wiele twarzy. 

Tak naprawdę ciężko mi rozgryźć Edwarda. Znaczenie słów „kobieta zmienną jest”, przy nim nabiera zupełnie nowego znaczenia. Edward to chomik wyjątkowy, nadzwyczajny. Ma coś w sobie z greckiego filozofa, ma coś z cynika, i choć wolność własnej rasy stawia ponad wszystko, pewnego dnia dopuszcza się zabójstwa swojego pobratymca. Kiedy indziej mamy szansę odkryć w nim romantyczną stronę, ponieważ rodzina funduje mu ponętną chomiczkę, w której się zakochuje. Sądzi też, że ziarenka w klatce z niego drwią, śmierć zagląda mu w oczy, a na dodatek chce sprzymierzyć się z kotem. To wszystko dlatego, że jest zwyczajnie osamotniony.


Tak, Edward jest wyrzutkiem. Włóczony od domu do domu, nie wie czym jest miłość, lecz kiedy ją odkryje kocha z całej siły.
„Nieznośna pustka. Nie mogę pisać. Bez miłości nie ma nadziei.”

I cierpi równie mocno.

Edward pisze zwięźle i lakonicznie. Jego wpisy są jednak pełne filozoficznych odniesień. To szczery choć nieco zgorzkniały narrator, który nie dba zbytnio o regularność wpisów. Nie są to bowiem zapiski jedynie czynności, które wykonał. Są to wręcz zalążki manifestów, jego przyszłych planów – w ten sposób chomik walczy o wolność, która mu się należy.

Dużym plusem dla książki są ilustracje. Na czarnym tle, schematyczne i czasem bardzo podobne obrazki, pojawiające się dosyć często.  Dopełniają one treści i są miłym akcentem w tej lekturze.

Ciężko polecić tę książkę z góry, tym i tym osobom. Nie ukrywam, przygotowałam się na coś lekkiego. Ot, kolejna książka opowiadająca historię zwierzęcia. To nieprawda. To poważna książka, w której można odnaleźć odniesienia do polityki, czy niewoli. Uważam, że to książka dla osób, które jeśli szukają czegoś nowego, to historię buntownika Edwarda mogę ci polecić z ręką na sercu, bo jest ciekawa i sądzę, że warta uwagi. Krótka, lecz ujmująca i zapadająca w pamięć, a przy tym niesłychanie tania.




"Co jest rzeczywiste? Jem, lecz nie czuję smaku. Myślę, lecz nie doznaję. Piszę, lecz nie rozumiem. Moje sny są bardzo kolorowe. Życie - mniej."

Czytaj dalej

26 paź 2014

Spiski, religia i akcja. Za to kocham Browna ("Kod Leonarda da Vinci")



Po niektórych autorach oczekuje się, iż każda jego kolejna książka będzie lepsza od poprzedniczki. Autor zdobędzie większe doświadczenie w rzemiośle pisarskim, a jego zasób słownictwa wzbogaci się o nowe, bardziej wyidealizowane słowa. No, cóż… nie do końca tak jest.

Powieść pełna kontrastów.

Bo najchętniej czyta się o rzeczach zakazanych.

I pomimo, że książka ta jest definitywnie słabiej napisana od "Aniołów i demonów", to informacje, jakich się dowiadujemy kłębią się w głowie bez przerwy, wciąż zaskakując i dając dla myślenia. I przeczytam kolejną część, mam nadzieję, że się nie zawiodę.

„Kod Leonarda Da Vinci” został wydany w 2003 r. i już wtedy okrzyknięto go „thrillerem wszechczasów”. Dotychczas sprzedano ok. 40 mln egzemplarzy książki. Jej autor Dan Brown jest najbardziej kontrowersyjnym autorem literatury sensacyjnej ostatnich lat.

Sama zaś fabuła książki skupia się, na kolejnej zagadce, tajemniczym morderstwie i zamieszanym w to wszystko ruchu/sekcie. To już gdzieś było, prawda? Dokładnie identyczny schemat wystąpił w „Aniołach i Demonach” – pierwszej części cyklu o wykładowcy symboliki religijnej na Harvardzie, Robercie Langdonie.

Tym razem akcja rozgrywa się we Francji, a ofiarą morderstwa jest kustosz muzeum w Luwrze. Zwłoki zostają znalezione w pozycji przypominającej rysunek człowieka witruwiańskiego Leonarda da Vinci, na którym przedstawione są idealne proporcje ludzkiego ciała. Policja przypuszcza, iż w zabójstwo zamieszany jest nie kto inny jak Robert Langdon, na którego wskazuje szereg zagadek. 

Po poprzedniej części spodziewałam się czegoś równie dobrego. Choć czytałam niepochlebne recenzje i słabe oceny, przymykałam na nie oko, bo wiecie jak to jest. Trzeba spróbować na sobie.

Jak dla mnie, fabuła powieści jest nierówna, a poszczególne fragmenty znacznie od siebie odstają, jeśli chodzi o akcję i ich tempo. Początek - ciekawy, zachęcający, niestety następnie zmierzyć musimy się z oczekiwaniem. Z tak długim oczekiwaniem, że postanowiłam odłożyć „Kod Leonarda da Vinci” i zanim do niego wróciłam przeczytałam kolejne dwie książki. Kiedy termin oddania książek w bibliotece zbliżał się niemiłosierne, zebrałam się w sobie i przeczytałam.

Tak się składa, że część, która była przede mną jest zupełnie inna i skrywa wiele niespodzianek. Tak więc z pełnym optymizmem zaczęłam zagłębiać się i… bum!Zarówno tempo akcji, i tajemnice i ciekawostki religijne, wszystko się zaostrzyło. Dostrzegłam ogromną zmianę, jakby przez ten czas, który książka odleżała na półce, ktoś wstrzyknął jej coś niekoniecznie legalnego, a ona odzyskała wszystko, czego jej brakowało, a co było w „Aniołach i Demonach”, wszystkie siły witalne, energię, chęć do życia.

Kto nie słyszał o Mona Lisie, lub Ostatniej Wieczerzy, spod pędzla tytułowego renesansowego artysty? Brown w sposób kontrowersyjny opisuje nam najdrobniejsze elementy obrazów, na które nigdy nie zwrócilibyśmy uwagi. Co robi Maria Magdalena u boku Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy? Dlaczego reszta apostołów wyraźnie się od niej odsuwa, obmawia ją? I to jest naprawdę zaskakujące, że autor opowiada to tak lekkim językiem tu nie znajdziesz żadnych trudnych określeń, rodem z Wikipedii.

To właśnie dzięki ciekawostkom, jestem w stanie zapomnieć o tym fatalnym początku, dzięki nim mam ochotę kupić tę książkę, kupić wszystkie książki Dana Browna. Tu wspomina się  o rzeczach powszechnie nie do przyjęcia, coś o czym dzisiejszy kościół nie wspomina, ba!, on to odrzuca, ukrywa to, uznaje za herezje. 

Polecam zainteresowanym historią, niekoniecznie przepełnionym miłością Paryżem, polecam wszystkim, którzy czują niedosyt teologiczny w fajnej, luźnej formie powieści.

Anioły i Demony | Kod Leonarda da Vinci | Zaginiony Symbol | Inferno
Czytaj dalej

25 paź 2014

Czy potęga miłości przywróci cię z powrotem? ("Zostań, jeśli kochasz")



Filharmonia. Jej wnętrze, ściany, fotele, wszystko przesączone jest muzyką. To one były świadkami występów wielkich gwiazd muzyki klasycznej, sławnych zespołów. Jak żaden inny człowiek one miały zaszczyt doświadczyć tej muzycznej ekstazy, tak dzień po dniu, bez wytchnienia.

Na środku tej ogromnej sceny stoi drobna dziewczyna, siada i leniwie przeciąga smyczkiem po strunach, i nawet teraz jurorzy drżą, słuchając melodii, która zdaje się, porusza gwiazdy. 
  
Życie Mii, spokojnej wiolonczelistki jest proste i nieskomplikowane.

Większość dnia spędza w szkole, a po niej, aż do późnego wieczora trenuje grę na wiolonczeli. I żyje sobie tak z dnia na dzień, dopóki nie poznaje Adama, miłość swojego życia. Spędzają razem cudowne chwile, tak słodkie i zmysłowe, że aż zapominamy z jak ważnym Mia boryka się problemem.

Umrzeć?

Pewnego dnia Mia, wraz ze swoją szaloną rodzinką wyrusza do przyjaciół rodziców z dawnych młodzieńczych lat. W trakcie jazdy dochodzi to tragicznego wypadku, w którym giną jej najbliżsi, a ona sama znajduje się w dziwnym stanie zawieszenia. Dziewczyna zapada w śpiączkę, lecz jej dusza, jakby oddziela się od ciała i spokojnie, niezauważalna krąży po szpitalnych korytarzach. Brzmi trochę jak z horroru.



Miałam okazję, jeszcze przed przeczytaniem powieści usłyszeć opinie innych, które nie były zbyt pochlebne. Tak, to właśnie one były jak z horroru. Odstraszające, czasem wulgarne, niewątpliwie porównywane do innych książek, które całą sławę zdobyły dzięki filmowi.

Inne recenzje były niczym chór aniołów. Subtelna, wzruszająca historia dziewczyny, porzuconej na pastwę losu. Książka o potędze miłości, wsparciu najbliższych, wyborach…

Język Forman nie zaskoczył mnie czymś nowym, był prosty, ale zrozumiały i bez zbędnych przesadności. Zdecydowanie rozumiem, jaki trud włożyła, by oddać osobowości ludzi, którzy w tej książce występują tylko jako wspomnienia Mii, podczas błąkania się wśród reszty krewnych na oddziale. Dla mnie plusem są naprawdę robiące wrażenie cytaty, czasem śmieszne,


„Całe szczęście, że Kerry nie żyje, bo padłby trupem na własnym pogrzebie” 

a czasem wyjątkowo depresyjne i smutne:


„J a chcę zniknąć. Nie chcę tu być. Nie chcę być w szpitalu. Nie chcę być w stanie zawieszenia: widzieć, co się dzieje, być świadomą swoich uczuć i zarazem nie móc niczego naprawdę. Nie mogę krzyczeć aż do bólu gardła, ani zbić szyby, aż rozkrwawię sobie rękę, ani wyrywać sobie garściami włosów, aż fizyczny ból nie przesłoni ten w sercu.”

Pomimo, smutnych cytatów, dołujących myśli i wspomnień wcale nie płakałam. Nie rozumiem ludzi, których ta książka wzruszyła. Podczas czytania jedynym uczuciem, jakie doświadczałam była obojętność. Oczywiście, ciekawiło mnie zakończenie. Ciekawiło mnie to, co zrobi Adam, jak zareaguje i jak się do Mii dostanie. Ale to nie była jakaś tam bomba emocjonalna. Ani nie trzymała w napięciu, ani nie była zbyt rozwleczona i nudna.

Powieść Gayle Forman była neutralna. Nie wzbudziła we mnie żadnych głębszych uczuć, nie rozczuliła mnie i chociażby nie wiem, jakbym się starała, nie wzruszyła mnie historia Mii, której zadaniem było chwycić się nadziei i powrócić do życia. Mogę jedynie powiedzieć, że „Zostań, jeśli kochasz”, to dobra książka, której zdarzyły się słabsze momenty. Z drugiej strony miałą w sobie to "coś", pewną oryginalność.Niewątpliwie jednym z plusów była możliwość szybkiego czytania, więc nawet ci, którzy zdecydują się nie tę lekturę, nie będą musieli męczyć się z nią tygodniami.    

Zostań, jeśli kochasz | Wróć, jeśli pamiętasz
Czytaj dalej

19 paź 2014

Witam

Rodzice nadali mi na imię Natalia, które średnio toleruję, ale przyzwyczaiłam się, jestem uległa. I jestem też zwyczajną czternastolatką szukającą niezwyczajnych przygód między stronicami książek, powieści, opasłych tomisk. Czytam od dłuższego czasu i sądzę, że to świetna możliwość, dająca wiele pożytecznych rzeczy.

To samo sądzę o blogowaniu. Sama istota dialogowania na temat książek była dla mnie bardzo kusząca. Jednak, w moim otoczeniu (wtedy, bo teraz wszystkich pasją zarażam) nie bywało wielu bibliofilów, a nawet "zwyczajnych" ludzi, którzy książki lubią, choć czytać nie czytają. Często spotykam się z osobami, które czytanie uważają za karę, zatem omijają je szerokim łukiem, jakby był to Tyranozaur Rex albo coś gorszego. Dlatego chęć podzielenia się z Wami, miłośnikami literatury piękniej skłoniła mnie do pisania i dała owoc tego, co właśnie czytasz. 

Przy okazji, byłoby mi niezmiernie miło, gdybym poprawiła poziom mojej polszczyzny, choć uważam, że nie jest na najgorszym poziomie, prawda?

Wszystkich, którzy tutaj przypadkiem trafili proszę o wyrozumiałość, to moje początki. Ale jeśli zostaniecie dłużej, nie będziecie żałować. Obiecuję. 
Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.