25 lis 2014

Liebster Blog Award #1


Cześć!
Całkowicie nie spodziewałam się, że i mnie spotka ta przyjemność podzielenia się z Wami kawałkiem mojej czytelniczej duszy. Ale stało się i za nominację serdecznie dziękuję niepowtarzalnej Literatce M. To miło, że ktoś potrafi dostrzec czyjś wkład w prowadzeniu bloga i wyróżnić go. Myślę, że będzie to moim olejem napędowym, czymś co zmotywuje do dalszego działania w tym kierunku.

Nominacja zawsze pochodzi od innego blogera, a istotą Liebster Blog Award, jest zadawanie 11 pytań osobom, które według Was wykonały "dobrą robotę". Zatem moim zadaniem jest odpowiedzieć na te 11 pytań i zadać moje własne tym, których ja chciałabym wyróżnić.
Zaczynajmy więc! :)

1. Jak według Ciebie wyglądałby świat bez książek?
Och, nawet nie chcę o tym myśleć. Nic wtedy nie będzie w stanie pokolorować szarej rzeczywistości, zatrzymać nas podczas zabieganego dnia, dodać otuchy, chwili oddechu i relaksu. Staniemy się apatyczni, całkowicie niewrażliwi i obojętni. Podczas gdy o szyby będą niespokojnie dudniły krople deszczu, my okrywając się szczenie kocem i popijając ciepłe kakao poczujemy pewną pustkę. Jakby coś, co dopełniałoby jesienne wieczory zostało nam brutalnie odebrane. 

2. W czym według ciebie tkwi fenomen Harrego Pottera?
Uważam, że przeciętny Kowalski uwielbia czytać o rzeczach niestworzonych, nieprawdopodobnych. Pragniemy takich książek by po prostu znów poczuć się jak jedenastolatek, który przed sobą ma cały świat. Pragniemy magii, zazdrościmy przygód, łakniemy wtopienia się w lekturę i zapomnienia o wszelkich problemach. Fenomenem jest sama Rowling, która stworzyła książkę dla dzieci, potrafiącą wydobyć dziecko z niejednego dorosłego.

3. Uważasz, że za zabójstwo powinna grozić kara śmierci? Tak/nie? Dlaczego?
Tak, jestem za karą śmierci. Dlaczego? Bo jest sprawiedliwa. Skoro im sprawia przyjemność morderstwo innego człowieka, to niech zaśmieją się przed własną śmiercią tak, jak potrafili śmiać się podczas zabójstwa innych. Odstraszając potencjalnych zabójców, ratujemy ileś istnień ludzkich.

4. Książka vs. film? Co wybierasz?
Filmy uwielbiam. Choć nałogowcem nie jestem, lubię od czasu do czasu obejrzeć sobie coś dla relaksu, spędzić miło czas z rodziną. Ale to literaturze pisanej poświęcam największą część mojego życia i murem stoję za jej zwolennikami. Kryją one więcej wartości niż zwykły film.

5. Stosujesz się do zasady "najpierw książka, potem film"?
Oczywiście, to moja złota zasada!

6. Gdybyś mogła zmienić zakończenie jednej jedynej książki, jaka książka by to była? Dlaczego właśnie ta?
Rany, ciężkie pytanie. Myślę, że zmieniłabym zakończenie Kosogłosa. Brakowało mi tego "czegoś", jest takie urwane... Ale przede wszystkim, bo jestem #TeamGale! 

7. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
Wierzę w zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Miłość to według mnie zbyt szerokie pojęcie, zbyt szerokie uczucie, żeby pokochać kogoś wzrokiem. No chyba, że to książka, paranormal, tam wszystko jest możliwe. ;)

8. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga? Co Cię do tego skłoniło?
Kocham język polski, kocham pisać i kocham też czytać. Po połączeniu tego wyszedł ten blog. Cała geneza jest dokładnie opisana w poście powitalnym. [klik] :)

9. Korzystasz z portali związanych z książkami?
A tak! Jestem na Lubimyczytać.pl [klik], ponieważ doszłam do wniosku, że na moją listę "Do przeczytania" zwyczajnie szkoda papieru (∞)

10. Co sądzisz o lekturach szkolnych? Czytasz je wszystkie czy wolisz raczej streszczenia?
Zawsze czytam lektury. Po prostu uważam, że jeśli coś w kanonie lektur się znajduje, to nie bez powodu. 

11. Masz jakąś ulubioną książkę? Na pewno masz! :) Może w takim razie zdradzisz jaką?
Na zakończenie pytanie morderca, dziękuję! Długo nad tym myślałam, bo znam wiele książek wyjątkowych. Jednak po długich męczarniach (!:D) dochodzę do wniosku, że wszystkie moje zmysły rwą się ku Mieście Kości Cassandry Clare. Dlaczego? Bo po fazie na Pottera przeczytałam coś zupełnie odmiennego i zakochałam się w bohaterach, a jednocześnie znienawidziłam ich. Za to, że mają tak wspaniałe przygody, za to, że żyją w trudnych czasach, ale mimo tego walczą o lepsze jutro. Ostatnia część tej serii leży na półce od dnia premiery i nie mogę się przełamać, nie chcę kończyć tej serii, nie chcę. 

Nominuję:

A oto moje pytania dla Was:
1. Jakie są Twoje nawyki czytelnicze?
2. Napisz jedną rzecz o sobie, o której nikt w wirtualnym świecie nie wie.
3. Podaj trzy ulubione słowa i wyjaśnij swój wybór.
4. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku? 
5. Najlepszy moment Twojego życia?
6. Na co zwracasz uwagę wybierając książkę, którą chcesz przeczytać?
7.  Na kogo spotkanie autorskie wybierzesz się jutro, gdybyś miał/miała taką możliwość?
8. Przyznaj się w tej chwili do któego domu w Hogwarcie należysz.
9. Najlepszy sposób na doła?
10. Jakiego gatunku byłaby Twoja książka?
11. Jak zapach kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Czytaj dalej
Etykiety:

22 lis 2014

Strach w garstce popiołu ("Wybrani")


„Nie wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie nie zawsze są tymi, za których się podają.”
Młodzież. I te ich wybryki, akty wandalizmu, brak szacunku i niepohamowanie. Nic dziwnego, że państwo Sheridan mieli już dosyć. Włamania, graffiti, częste zmiany szkół oraz systematyczne przebywanie na posterunku ich córki Allie. To musiało się kiedyś skończyć. Na pomoc bezradnym rodzicom przybywa tajemnicza Akademia Cimmeria, ulokowana na gdzieś poza Londynem, gdzieś na odludziu. Nikt nie wie jak do niej trafić, jak wygląda, oni nawet nie wiedzą, że coś jak Akademia Cimmeria istnieje. 

Okazuje się, że to nie żaden poprawczak, a tajemnicza szkoła dla dzieci z wpływowych i bogatych rodzin. Okazuje się, że nie ma w niej dyskotek, a organizowane są z rozmachem iście wiktoriańskie bale. Nie używa się tam komputerów, w ogóle żadnej technologii. Jednak to nie wszystkie sekrety jakie skrywa Akademia Cimmeria.

Język autorki jest prosty a zarazem wyszukany i estetyczny, przez co mamy ogromną okazję, by poznać najdokładniej każdy kąt Cimmeri. Od bogatej historii budowli, aż po dni dzisiejsze, każdą klasę, polanę,  ścieżkę, altankę czy ogród. Wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, bez chwili wytchnienia.

Alyson Sheridan, jak wspomniałam wcześniej to nie kolejne wcielenie Belly czy Eleny. Nosi ciemny makijaż oraz pofarbowane na czerwono włosy, lecz szczególnie upodobała sobie równie czerwone, wysokie martensy. Konflikty z prawem, słabe wyniki w nauce. Przecież musi być jakiś powód, wyjaśniający jej zachowanie. Ta dziewczyna przecież, niegdyś zdolna uczennica, była poukładaną, dobrze wychowaną i pilną osobą. Z tego niebiańskiego trybu perfekcjonistki wybił ją jej starszy brat Christopher, który prawdopodobnie uciekł, lub został porwany? W każdym bądź razie Allie mocno to przeżyła, więc by należnie odreagować musi zaszaleć, a co nie wolno?

Poznajemy ją jako naprawdę zbuntowaną dziewczynę, która wpadła w niewłaściwe towarzystwo. Wydaje się nam niemożliwe, żeby taka osoba przejrzała na oczy i uświadomiła sobie, że takie zachowanie w żaden sposób jej nie pomaga. I wraz z przeprowadzką do Cimmeri tak się dzieje, wow! Allie znów staje się stonowaną nastolatką, spokojną i sympatyczną. Wystarczyło zaledwie parę dni, by niespokojny duch dziewczyny zmienił się tak nagle i szybko, że rodzice podskoczyliby ze zdumienia wiedząc, że to, nad czym oni pracowali latami, urzeczywistniło się w dzień, dwa. To zdecydowanie za szybka metamorfoza. Wręcz niemożliwa do wykonania. Nie da się pewnych zwyczajów, z którymi obcujesz latami odrzucić od tak i postanowić zmianę. Nad tym się pracuje, a Allie zamiast to robić znów jest słodką i uległą Bellą lub Eleną.

"Nie powiedzą ci prawdy, ponieważ nie wiedzą, dlaczego tu jesteś. Ani kim jesteś. Kim jesteś, Allie Sheridan?"


Nie obyło się wskaże bez trójkąta miłosnego, który – co mnie trochę zasmuca – często wysuwa się na pierwszy plan.

Poznajemy uroczego Sylvaina, który swym francuskim akcentem („To, so hobimy, jest niezmiehnie ważne”), szarmanckością, wręcz wymuskanym obliczem oraz idealizmem gentelmana z prawdziwego zdarzenia zdobył już nie jedno dziewczęce serce.

Carter wydaje się kimś zupełnie odmiennym. Żyjący na uboczu, w cieniu, chodzący własnymi ścieżkami. Lecz pomimo to, cechuje go niezwykłe oddanie i szczerość. Rozmowy z nim są łatwiejsze, luźniejsze, nie zobowiązuje w nich właściwa etykieta, bo Carter nie jest księciem, a zwykłym nastolatkiem.

Trójkąt miłosny to raczej motyw główny w pierwszej części Nocnej Szkoły. I już tutaj staje się trochę irytujący. Allie skacze z kwiatka na kwiatek i ciężko się połapać, na kim jej bardziej zależy. Gdy z jednym z nich układa jej się dobrze, nagle dzieje się, coś co ich poróżnia, a wtedy wchodzi do akcji drugi z nich. Tak się to powtarza. Jestem już po lekturze pozostałych tomów i mogę uprzedzić, że to wątek nierozstrzygający się szybko. Ale cóż się dziwić, skoro Cimmerię zamieszkują TACY uczniowie! :D

Kompletnie nie spodziewałam się, że ta powieść tak strasznie mnie wciągnie. Zupełnie niesamowita książka i tak jak Ewelina Lisowska głosi wszem i wobec na okładce – jest jak czarna dziura. Na początku oszołamia, sprawia że zapominamy o wszystkim wokół i unosimy się w magiczny sposób ku szczęściu i udanym zakończeniu. Które nie zawsze takie jest. Napięcie, które zaczyna się od pierwszych stron ciągle wzrasta, a ty nie wiesz czy zaraz wybuchniesz z nawału skumulowanych emocji, czy bezsilnie osuniesz się na podłogę z braku powietrza w płucach. W tej książce nie mam momentu, kiedy nic się nie dzieje! C.J. Daugherty z diabelskim wyrazem na twarzy bezlitośnie podkręca temperaturę tej powieści.


Jeśli szukacie książki niepozornej trafiliście w dobre miejsce. Książki pełnej kontrastów, gdzie plusy zdecydowanie zasłaniają istnienie minusów, wykluczają je. Zupełnie zaskakująca lektura, która nie zawiera istot paranormalnych, co jest zdecydowanie dobrą stroną książki. Zupełnie romantyczna powieść dla młodzieży z kwitnącym i coraz bardziej wyrazistym thrillerem, który pojawia się ku końcowi. 


"- Czy jaśnie pani życzy sobie towarzystwa? - zapytał, gdy się do niego zbliżyła.- Jaśnie pani mogłaby zabić za kanapkę z bekonem - poinformowała.- Wielce to jaśniepańskie z pani strony."



Serial internetowy już jest!



Wybrani | Dziedzictwo | Zagrożeni | Zbuntowani | Niezłomni
Czytaj dalej

19 lis 2014

Wielka rozpacz ("Achaja")



"Dobre, bo polskie" - mówią, niezależnie czego dotyczy. Mówią też, że polska fantastyka ostatnimi czasy wysoki poziom sobie zajęła. Nie mnie to oceniać, ponieważ przygodę z rodzimą literaturą zaczynam, jednak Achaję mam już za sobą i nie wiążę z nią wspomnień najpiękniejszych

Achaja to młoda księżniczka, która wskutek dworskich intryg coraz bardziej oddala się do pozycji przyszłej królowej. Brutalnie odepchnięta od należnego jej tronu, upokarzająco traktowana przez macochę, ignorowana przez ojca. Tak wygląda jej rzeczywistość. Nie mogło być gorzej? Jasne, że mogło! Los zsyła ją do wojska i niewoli gdzie poznaje smak życia człowieka w pełnym okrucieństwa świecie. Dziewczyna hardzieje i wie, że aby coś od życia otrzymać trzeba również coś poświęcić.

Piękna historia, prawda? Można by pomyśleć że Autor jest geniuszem w kreowaniu niewinnych, głupiutkich dziewcząt, które przejrzały na oczy. Na takie podium bym go jednak nie wznosiła, bo pomimo że pomysł ambitny, wykonanie już nie.

Nie dało się nie zauważyć, ze autor miał jeden głowy cel. Zrujnować życie Achai, dać jej nadzieję, zrujnować, dać nadzieję. To błędne koło powtarza się bez przerwy. Bez przerwy powtarzają się też głupie momenty, wręcz rażące niedoskonałości fabuły, sztuczny stylizowany na lekki język wieśniaka.

Język, no właśnie…. Za nic do mnie nie trafiał. Wydaje się taki… grubiański. Nie mam na myśli wulgaryzmów, lecz całą resztę. Przeglądając kartki zauważyłam ze większość strony stanowią dialogi, proste rozmowy wieśniaków, niewolników, pełne tysiąca wykrzykników, przedłużonych samogłosek. Pewnie dlatego ta mowa wydaje mi się tak obca i nie mogłam jej przyswoić.


A gdyby usunąć te wszystkie błędy, niedoskonałości, nadmierne wykrzykniki i pytajniki??????? Nie????!!!!!!! Och, przepraszam, kto wydaje powieści "pokroju" Achai grubości zeszytu…

Cała powieść była niezwykle nużąca. Długo się z nią męczyłam i przyłapałam się nawet na tym, ze sprawdzałam ile stron dzieli mnie do końca rozdziału, w którym wracamy do Achai, bo tak naprawdę jej historia była najbardziej znośna i żywa.

Co do Achai. Zmuszałam się, by ja polubić. Było mi jej żal, współczułam jej lecz ona po tylu upadkach tak naprawdę nie odbiła się od dna. Początkowo była całkiem obojętna, na krzywdy, jakie wyrządzała jej macocha, inni. Nigdy nie miałam takiej ochoty, by z irytacji złapać bohatera za ramiona i potrząsnąć nim z  całej siły. Tutaj tak. „Obudź się, nie widzisz co ona co robi? Jesteś księżniczką, nie niewolnicą”. Ziemiański nie zaprzątał sobie głowy aby stworzyć prawdziwa osobowość kobiety. Większość z nich to idiotki, nałożnice, ofiary losu.


"Każda kobieta jest głupia, głupsza niż najbardziej tępy facet."

Najchętniej nie polecałabym nikomu, ponieważ jest to powieść dla niewymagających czytelników, którzy nie mają własnych wymagań odnośnie lektury i czytają wszystko co w ręce wpadnie. W takim razie droga wolna. Ja osobiście kolejnej części raczej nie przeczytam. Chyba, że będzie to ostatnia książka na świecie, która przetrwa jakąś apokalipsę. Ale o Niebiosa, niech to tego nigdy nie dojdzie.

Zwróć uwagę na powyższą grafikę. To właśnie na takim pieńku mam ochotę położyć Achajkę i zmusić siekierę, miecz, przypadkowy oręż, nawet patyk, do wykonania należnej powinności. Aha i przyjrzyjcie się okładce, aby łatwiej Wam było unikać. 
Czytaj dalej

16 lis 2014

Historia, która niszczy od środka ("Mroczne Umysły")


"Najmroczniejsze umysły skrywają się za fasadą najzwyklejszych twarzy."

Niedaleka przyszłość. Stany Zjednoczone na czele z prezydentem Grayem bankrutują i zamykają swoje granice. Ludzie umierają z braku pracy, pieniędzy, żywności. Ulice wypełnia cisza. Nie spotkamy tam dzieci. Naiwnych małych istot grających w klasy, jeżdżących na rowerze, których posiadanie teraz uznajemy za dar, łaskę od Boga.

Cóż… w świecie Alexandry Bracken wszystko wygląda zupełnie inaczej.

W świecie autorki dzieci powyżej dziesiątego roku życia uznawane są za autodestrukcyjne monstra, które zagrażają ludzkiemu życiu, narodowi. Ba!, całej ludzkości. Ale spokojnie, nim zaczniecie panikować, wyjawię wam pewien szczegół. Z odsieczą przychodzi organizacja, która zamierza wyleczyć młodzież w zamkniętych obozach. Uratować ich. Potulni rodzice oddają swoje pociechy w ręce strażników, a potem… Potem możecie już panikować, bo okazuje się, że obóz to nie szkółka religijna. To tutaj dzieci sortowane są według swoich mocy. 

Zieloni, Niebiescy, Żółci, Pomarańczowi, Czerwoni. Mroczne Umysły. To tutaj przechodzą przez męki, upokorzenia, przeżywają najcięższe lata swojego życia. Szare twarze z gasnącą iskierką nadziei w sercu. 

Ta książka wepchnęła mnie w mentalną przepaść. Gdy o 2 w nocy zmusiłam się do jej przerwania to przez dobre półtorej godziny nie mogłam dojść do siebie. Nie potrafiłam uspokoić szaleńczego tempa bicia mojego serca, nie licząc zimnego potu na karku i dreszczy. Pragnienie wznowienia czytania przyćmione zostało jedynie dokładną analizą, jak bardzo pochłania i wręcz niszczy mnie ta książka od wewnątrz. A końcówka? Najbardziej zaskakujące zakończenie, jakie miałam okazję w tym roku przeczytać. Złamało mi serce.

Ruby, czyli główna bohaterka tej książki, która w obozie mieszka już sześć lat nie wyróżnia się niczym zwyczajnym. Kolejna Zielona, zamknięta w sobie i wiecznie zlęknięta dziewczyna. Nie żyje w nadziei, że kiedyś stąd wyjdzie, choć w głębi duszy jak wszystkie dzieci bardzo tego pragnie. Nie łudzi się, że to pandemonium, jakie panuje wokół kiedykolwiek odpowie za swoje czyny, zrozumie je i naprawi.

Ruby jest bystrą i rozsądną dziewczyną, choć w obozie tego nie dostrzegamy. Tam wydaje się otumaniona, apatyczna. Imponuje mi to, ze po tylu latach spędzonych w zamknięciu potrafi poświęcić się dla dobra innych, pokochać ich. Wie, że nie jest porcelanową laleczką, a jej obowiązkiem jest walka o lepsze jutro, o wolność, ponieważ jest… ostatnią z Pomarańczowych. 

Jej przyjaciół łatwo polubiłam. Uroczy Liam podbił moje serce. Jest takim wyrośniętym dzieciakiem z marzeniami, starannie ułożonymi planami i ogromną wiarą w nawet te najbardziej absurdalne rzeczy. Na pierwszym miejscu stawia dobro ogółu. Chce uratować resztę dzieci w obozach, zainicjować im powrót do rodziców, podarować im szczęście, możliwość planowania przyszłości. Chce by inni dostali, czego on nigdy mieć nie będzie.

I Pulpet, och Pulpet ciebie zostawiam na deser. Chyba w każdej książce znajdzie się wszystkowiedzący ktoś, rzucający na prawo i lewo ciętymi ripostami. A jeszcze lepiej gdy czyta on książki! Ogromnie polubiłam tego inteligentnego chłopaka, twardo stąpającego po ziemi i bez złudzeń patrzącego na zapowiadający się kres potęgi gospodarki Stanów Zjednoczonych. Liam i Pulpet to niezwykle różniąca się para. Marzyciel, guru i lider drużyny oraz pesymistyczny człowiek sarkazm. Dwa odległe światy, których łączy cieniutka nić podobieństwa, zwana nadzieją.  

"Pulpet jęknął.- Czemu jesteś taki dziwny?- Ponieważ moje dziwacztwa kasują twoje dziwactwa, moja ty hafciareczko złota."

Nie przepadam za książkami, których fabuła rozgrywa się w trasie. Nie lubię zmian otoczenia, wiecznych ucieczek, czego w Mrocznych Umysłach jest dużo. Jednak, co najważniejsze nie było to tu tak odczuwalne – przynajmniej dla mnie. Zazwyczaj denerwujące jest to, że jazda samochodem nie ma końca i zanim bohaterowie dotrą z punktu A do punktu B minie pół książki. Tu jest podobnie, lecz tej jazdy nie odbieramy jako drogi, czegoś nieistotnego, prowadzącego do ważniejszego finału. Bracken każdą wolną chwilę w samochodzie wypełniła ciepłymi rozmowami, zawrotami akcji i humorem, tak, że zapominamy ze jesteśmy w niezawodnym minivanie - Czarnej Betty.

Jedyny szczegół, który przeszkadza, to niewyjaśnione wątki polityczne. Zadajemy sobie pytanie, jak to się stało że USA zbankrutowało? Co był'Lato', sans-serifo tego przyczyną?Dlaczego dzieci od określonego roku życia wykazują nadprzyrodzone moce? Widać, że autorka pominęła typowo antyutopijne schematy rządowe, jakie wyraźnie możemy dostrzec w Igrzyskach Śmierci, do których z resztą wydawca nawiązuje z tyłu okładki. Jednak nie razi to w oczy i  żywię głęboką nadzieję, iż w Nigdy Nie Gasną dostaniemy odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Alexandra Bracken w tej powieści uraczyła nas dobrze stworzonym antyutopijnym światem. On nas porywa, jego kleszcze zaciskają się wokół naszej klatki piersiowej, a my nie mamy czasu, nie mamy ochoty na złapanie oddechu. Świat, który swoją brutalnością doprowadza nas do płaczu, tak realny, że zastanawiamy się nad tym co czeka nas jutro, co czeka nas w przyszłości.

Gorąco polecam Mroczne Umysły, bo to jedna z tych książek, których się nie zapomina, które pozostają z nami na zawsze. 


Mroczne Umysły | Nigdy nie gasną | Po zmierzchu
Czytaj dalej

8 lis 2014

Nic nie trwa wiecznie ("Ostatnia Piosenka")



Nicholasa Sparksa znałam dotychczas z filmowej adaptacji książki „List w butelce”. Całkiem naturalnie pewna dziewczynka, pomyślała sobie, że ma już prawie dwanaście lat, co wiąże się z pewnymi obowiązkami wobec siebie, swojej kultury i znajomością światowego poziomu kinematografii. Rozłożywszy się na sofie obejrzała pierwszy lepszy film, z ogromnie długim opisem, którego oczywiście nie przeczytała, bo i po co? Gdyby jednak to zrobiła, dwie godziny potem wiedziałaby że nie reżyserowi, całej ekipie przygotowawczej zawdzięcza idealny wieczór, tylko geniuszowi pewnego pisarza. Dziewczynka nie wiedziała, że jej łzy, jej rozdarte serce, wszystko to spowodował on - Nicholas Sparks.
"Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić."

Roonie Miller, nie jest wzorcową obywatelką. Ma fioletowe pasemka, mocno podkreślone oczy, ubiera się na czarno. Ale to nic, najlepsze przed nami. Veronica, bo tak naprawdę na ma imię, żyje w konflikcie z prawem, w szkole nie idzie jej najlepiej, od ponad trzech lat nie odzywa się do ojca, nie otwiera jego listów. Rzec można, że typowa buntowniczka. Rozwydrzona małolata, która nie zna żadnych zasad, nie ma sumienia. 

Nieoczekiwanie matka wysyła dziewczynę i jej młodszego brata, Jonaha, aby spędzili wakacje z ojcem w Wilmington. Dla Roonie to cios poniżej pasa. 
Małe miasteczko = brak imprez.
Brak imprez = brak jedynej formy rozrywki, do jakiej Roonie przywykła.
Wszystko wskazuje na to, że będzie to najgorsze lato jej życia… 

Bohaterowie tej powieści są idealnie wykreowani. Czytając ich przemyślenia, ich rozmowy, czuć jakby ich dusza urzeczywistniała się i siedziała tuż obok nas. To fascynujące. Są precyzyjnie przedstawieni, nie ma w nich sztuczności.


Okłamałabym Was twierdząc, że główna bohaterka jest sztywną, płytką i naiwną dziewczyną. Jest totalnie szczera i inteligentna, ale jak wszyscy posiada też pewne wady.Nie ma bowiem umiejętności analizowania słów przed ich wypowiedzeniem, analizowania danego ruchu, przed jego wykonaniem. Coś na obraz Rose Hathaway z Akademii Wampirów, kojarzycie? Jednak Rose ma serce, które początkowo u Ronnie nie jest przepełnione dobrem. Jest zarysem, tylko cieniem, zalążkiem światła, które jeśli się tego pragnie, rozwija się i kwitnie ku doskonałości.

Ale po co młodzieży XXI-wieku dobre serce? Po co im rozum, zdrowy rozsądek, skoro mogą obojętni na ból i cierpienie? Przecież tak jest łatwiej, być nieodpowiedzialnym, wulgarnym, apatycznym czy niefrasobliwym. 

Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają – nie mnie to oceniać, lecz to prawda, że w tej kwestii Sparksowi się udało. Na drodze Roonie staje on – bogaty chłopak, z wpływowej rodziny. Ten, który jej życie przewrócił do góry nogami. Will.

Jestem przeszczęśliwa, iż autor nie zrobił z niego rozpieszczonego panicza, mieszkającego w pałacu i traktującego wszystko i wszystkich z góry. Will jest wszechstronny, jest inteligentny, ciepły oraz zabawny, zdolny do poświęceń i do miłości.

Najbardziej uderzył mnie fakt, że pomimo ogromnej willi, bogatych rodziców nie czuje się szczęśliwy. Jest przepełniony goryczą i pogardą wobec ich zachowania i dystansu do dziewczyny takiej jak Roonie. I pomimo, że w jej rodzinie też się nie układa, Will zazdrości jej rodziców kochających ponad wszystko dzieci, nie pieniądze. 

Każdą baśń, każdą bajkę, każdą książkę łączy cecha, która od stuleci przewija się na stronicach, dająca czytelnikowi uczucie rywalizacji, adrenalinę.
Walka dobra ze złem.

Czyli niezwykle oryginalny fragment o parze "zakochanych", z których chłopak wykorzystuje swoją naiwną dziewczynę. To osoba bez serca, flirtująca z każdą, gdy tylko jego dziewczyny nie ma w pobliżu. Szydzi z niej, obmawia, zapatrzony tylko w swoją (nędzną) reputację i w pieniądze.

Metamorfoza Roonie jest zadziwiająca. Ot tak, jest w stanie oddać pieniądze napotkanej dziewczynie w potrzebie. Will i listy od ojca, których nigdy nie otworzyło – to ją przełamało. Lata spędzone jak najdalej od niego uderzyły w nią falą wyrzutów i straconego czasu. Roonie stał się subtelną dziewczyną, która wobec siebie jest surowa i wymagająca, a wobec innych ciepła, pokorna, wyrozumiała.

Ta książka nie jest opasła, jest wystarczająca by skryć w sobie talent pisarski Nicholasa Sparksa, ukazujący się niewątpliwie w każdym akapicie. Lektura wciąga i uzależnia, stronice same się przewijają, a serce bije coraz szybciej.

Kocham czytać filozoficzne nawiązania do Boga, z których słynął ojciec Roonie. Miał głęboką wiarę. Tak silną, ze i nas skłania do przemyśleń, na temat naszej wiary, jak bardzo oddani jesteśmy Bogu. 


"Bóg, zrozumiał nagle, jest miłością w najczystszej formie i w tych ostatnich miesiącach spędzonych z dziećmi czuł Jego dotyk, tak jak słyszał muzykę, która wydobywała się spod palców Ronnie."

Nic nie trwa wiecznie – o tym mówi ta książka. Życie przemija a my, nie zastanawiamy się nad tym i zabiegani codziennością pędzimy dalej, przed siebie. Ta książka wiele wnosi. Uświadamia, jak silna może być rodzina i ile może przetrwać. Ale zrobi to tylko wtedy, gdy będzie w pełni zjednoczona.

Jeśli do tej pory nie miałeś styczności z twórczością Nicholasa Sparksa – to idealny moment, by to zmienić. Jeśli zaś znasz już tego autora, a ta książka nadal jest dla ciebie obca, to czytając tę książkę utwierdzisz się w przekonaniu, że jest on prawdziwym literackim rzemieślnikiem. 


"Życie bardzo przypomina piosenkę. Na początku jest tajemnica, na końcu - potwierdzenie, ale to w środku kryją się wszystkie emocje, dla których cała sprawa staje się warta zachodu."


Utwór pochodzi z oficjalnego Soundtracku filmu The Last Song.
Czytaj dalej

6 lis 2014

Spalić most! Nawet za cenę życia... ("Płonący Most")




"Brak wiary w siebie jest chorobą. Jeśli stracisz panowanie nad tym, wątpliwości staną się twoją rzeczywistością"
Są takie książki, których poprzednie części nie zachwycają, nie rzucają na kolana.  
Niektóre z nich czyta się szybko i przyjemnie.
Niektóre są jak kojący plaster na duszę.
Do nich zaliczę właśnie tę książkę.

Bałam się, że jak pierwszy tom, ta część mnie rozczaruje. Nie zamierzałam tak od razu skreślać tego autora, jestem wyrozumiała. Wiem, że ludzie popełniają błędy, mają lepsze czy gorsze momenty, wzloty i upadki. Po paru miesiącach Flanagan dostał w końcu ode mnie szansę na zrehabilitowanie się. Czy ją wykorzystał?

Jak na razie po dwóch lekturach tego pana zdążyłam zauważyć, że jego powieści zaczynają się niewinnie i spokojnie. Głowni bohaterowie nie znajdują się w tarapatach, w więzieniu, przed pójściem na stryczek. Książka zaczyna się w momencie, gdy Halt i Will śledzą wargalów.

Zdaję sobie sprawę że nie jest to powieść wysokich lotów, nie jest arcydziełem, lecz ogromnie cenie Flanagana za pomysł i umiejętne poprowadzenia fabuły. Płonący Most na tle poprzednika wygląda całkiem inaczej.

Jest jak cicha woda. Początek spokojny, poukładany i przewidywalny.

Koniec zaś jest euforyczny, jest smutny, jest przede wszystkim zaskakujący.

I za to wielki szacunek, panie John Flanagan, bo po przeczytaniu książki poczułam taką nienawiść, a jednocześnie radość. Byłam strasznie oszołomiona i nie wiedziałam co myśleć. Czułam żal, że nie mam kolejnej części, ponieważ byłam totalnie ciekawa, jak losy Halta, Willa, Gilana oraz Horace’a potoczą się dalej.

W tej części jest zdecydowanie więcej wszystkiego. Zdarzają się naprawdę fajne, śmieszne momenty i rozmowy, pewne rozterki (nawet te miłosne) oraz wartościowe fragmenty.

Ta książka, jej tajemnica, jej bohaterowie – wszystko mnie ujęło. Biorąc pod uwagę zakończenie Płonącego Mostu, cieszę się że pozostałe osiem części jest przede mną. Polecam i starszym i młodszym. Ciekawa książka o potędze przyjaźni, oddanej walce w obronie ojczyzny i poświeceniu. 




"To było jak poezja, jak taniec. Jak woda strumienia płynąca po wygładzonych skałach. Miecz Gilana, zdawało się że poruszony tylko palcami i nadgarstkiem, wybiegł lśniącym łukiem na spotkanie głowni Horace'a." 

Ruiny Gorlanu | Płonący Most | Ziemia Skuta Lodem | Bitwa o Skandię | Czarnoksiężnik z Północy | Oblężenie Macindow | Okup za Eraka | Królowie Clonmelu | Halt w Niebezpieczeństwie | Cesarz Nihon-Ja | Zaginione Historie
Czytaj dalej

4 lis 2014

Rycerski honor, odwaga i przyjaźń! ("Ruiny Gorlanu")



Każdy z nas myśli o przyszłości. W jakim kierunku będziemy się rozwijać, co nam z tego przyjdzie, jaka będzie płaca. Często z głową w chmurach planujemy, rozmyślamy. Wszyscy kochamy ten słodki smak marzeń, pełen nadziei, ukajający, szeptający nam ukradkiem do ucha, że bez względu na przeszkody nasze życie ułoży się idealnie. Nie zawsze tak bywa i choć dobrze o tym wiemy, nadal łakniemy przyszłości bez stresu, rozczarowań, apatii. 

W pogoni za realizacją marzeń.


źr.
Will, Will, Will. To imię napotykam ostatnio coraz częściej w literaturze, dlatego ciekawa byłam, czym zaskoczy mnie Flanagan. 
Otóż, Will, to piętnastoletni chłopak, który z grubsza wie, kim chciałby być w przyszłości i gdzie miałby się tego uczyć. Chciałby być rycerzem. Niestety świadomy jest, że z wątłą posturą czeka go niemałe rozczarowanie. 
Z odsiedzą przybywa tajemniczy Halt, który proponuje chłopakowi przystąpienie do elitarnej grupy Zwiadowców, którzy, jak głoszą plotki parają się czarną magią, potrafią stać się niewidzialni. 

Szał na Zwiadowców ogarnął i mnie.

Fale jakże pochlebnych opinii przygniatały mnie znienacka. Dłuuuugo zwlekałam, a to, że jedenaście tomów, że nie ma czasu. Nadeszły jednak wakacje, czas nicnierobienia, dla wszystkich moli - czas czytania. I przeczytałam.

Od razu powiem: Jeśli cenisz fantastykę poważniejszą, jeśli twoim ulubionym autorem jest George R. R. Martin, jeśli lubisz drastyczne sceny walki i nie tylko, to po prostu nie czytaj. Bo książka ta skierowana jest głównie do dzieci powyżej lat jedenastu, choć i dorośli zdarzają się ją czytać, według mnie nie jest to szczyt tego gatunku.
A przynajmniej ja tak odczuwam, ponieważ pierwsza część, w porównaniu do drugiej wypadła blado. Bardzo blado. 




Autor zapoznaje nas z całym światem (dość mozolnie, z resztą), co może być głównym wytłumaczeniem powolnie rozwijającej się akcji. Pamiętam, że podczas czytania parokrotnie odkładałam tę książkę znudzona i zniecierpliwiona. Kiedy coś się stanie?- myślałam. Z biegiem czasu oczywiście akcja nabrała tępa, ale nadal czułam się, jakby autor usilnie starał się zilustrować tamten świat, przelać mi cały jego obraz do głowy, bo kiedy zdarzyło się coś ciekawego, sytuacja ta ginęła pośród akapitów opisujących wszystko nieopodal. 

Dobry wstęp do (mam nadzieję) lepszej serii.
Księgę drugą mam już za sobą (recenzja niebawem) i bardzo chciałabym, żeby ten tom wyglądał identycznie. Chciałabym żeby Flanagan zaimponował już na wstępie, nie wtedy kiedy dam mu drugą szansę. Bo Ruiny Gorlanu to średnia książka, ale wierzę, wierzę, że autor w kolejnych częściach postawił poprzeczkę wyżej, tak aby jego książki czytano dla przyjemności. 

Pomimo tego wszystkiego, książkę polecam, choćby dlatego, że kontynuacje zapowiadają się obiecująco. 


 "Jesteś tylko uczniem. Na myślenie przyjdzie czas." 

Ruiny Gorlanu | Płonący Most | Ziemia Skuta Lodem | Bitwa o Skandię | Czarnoksiężnik z Północy | Oblężenie Macindow | Okup za Eraka | Królowie Clonmelu | Halt w Niebezpieczeństwie | Cesarz Nihon-Ja | Zaginione Historie

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.