29 mar 2016

Oto moje "długo i szczęśliwie"


Akademia Dobra i Zła | Świat bez książąt | Długo i szczęśliwie

Gdy byliśmy młodzi baśnie pozwalały nam zapomnieć, a jednocześnie też przypominały, że dobro zawsze zwycięża, że wiara rodzi soczyste owoce, że marzenia nie są wyimaginowaną plotką, że walka i wytrwałe dążenie do celu zawsze będą współpracować. Pozwalały odpływać, poddać się beztroskim marzeniom o pałacach i rycerzach na białych koniach, niekończących się przygodach. 

Teraz baśń wygląda inaczej – siedem krasnoludków w barwnych strojach leży w kałuży krwi. Teraz olbrzym żywcem pożera Tomcia Palucha, Roszpunka wraz z księciem zostaje wypchnięta z wieży, a Kapitan Hak wyrywa serce z piersi Piotrusia Pana. Titelitury zabija młynarzównę, która odgadła jego imię, wilk wgryza się w gardło Czerwonego Kapturka, a zła wiedźma wpycha Jasia i Małgosię do rozgrzanego pieca. Zło nie odniosło jeszcze ostatecznego zwycięstwa, ale Czytelnicy już zaczęli palić stare baśnie i wierzyć w nowe zakończenia.
Złe zakończenia.

Czytaj dalej

26 mar 2016

O podróżowaniu


Senna, zamglona Praga i most Karola, po którym w piątej części Darów Anioła spacerowała Clary z Jacem. I Paryż, który przemierzała na stronie trzysta czterdziestej piątej, skradając się za Sebastianem i mijając jednocześnie drogę do Bastylii, katedrę Notre Dame, Wieżę Eiffla. W tym samym kraju kilka lat później Robert Langdon z "Kodu Leonarda da Vinci", odwiedził najpopularniejsze muzeum na świecie: Luwr, w celu rozwiązania zagadki morderstwa tamtejszego kustosza. Wcześniej jednak, w "Aniołach i Demonach" zahaczył o Watykan i wpadł zdetonować bombę podrzuconą pod Bazylikę Świętego Piotra, by uratować ten architektoniczny majstersztyk i całe centrum chrześcijaństwa jednocześnie. I tak biedaczek biegał i jeździł po całych Włoszech: mijał Koloseum mając w pamięci walki na śmierć i "Quo Vadis", buszował w Panteonie, doszukując się tam jakiejkolwiek podpowiedzi i zerkając z przejęciem na odliczający wybuch zegarek na ręce z disnejowskim rysunkiem Myszki Miki. O barcelońskiej Sagradzie Familii czytałam w biografii Carlesa Puyola i pewności nie mam, ale Zafón chyba też o tym kultowym dziele sztuki wspomniał. A jeśli zaczytujecie się w "Endgame" Jamesa Freya i Nilsa Johnson-Sheltona, to na pewno pamiętacie zapierające dech w piersiach zakończenie pierwszego tomu w otoczeniu Stonehenge i rewelacyjnie przedstawienie w "Kluczu Niebios" Chichén Itzá, najlepiej zachowanego obiektu w starożytnym mieście Majów. 

Czytaj dalej

23 mar 2016

Co ja czytam? SHARE WEEK 2016


W zeszłym roku byłam niemal przekonana, że udział wziąć muszę – nie wyszło.

Dzisiaj jednak bez żadnych wymówek – SHARE WEEK to inicjatywa Andrzeja Tucholskiego, która polega na podzieleniu się blogami, które lubimy, cenimy, czytamy. Blogerzy linkują blogerów, youtuberzy mówią o youtuberach. Po więcej wpadajcie w link, a tymczasem zapraszam do mojego zestawienia!

Czytaj dalej

17 mar 2016

Niech wiedźmy zapłoną


Wychodzisz z zatłoczonej karczmy. Osobie takiej jak Ty szkoda marnować czasu pośród bandy upitych gości, gawędziarzy czy grajków – o tej porze w sumie i tak nie ma szansy na normalną rozmowę z kimkolwiek w tym pomieszczeniu; nawet z właścicielem. Chłodna bryza omiata zaczerwienione policzki, więc kiedy zamykasz solidne drzwi, szybko naciągasz kaptur i wciskasz dłonie głęboko do kieszeni płaszcza. Jest piekielnie zimno, mimo, że tak wiele ognisk tej nocy płonie. Opuszczając wilgotną kamienicę można dostrzec pomału zbierające się tłumy: głównie mężczyźni, chociaż kobiety również da się wyłapać; dzieci zwykle nie ma, a jeśli już są, stoją sztywno z twarzą schowaną w kubrak ojca. Jakby instynkt podpowiadał im, co się za chwilę stanie. Płomienie nie mają czasu na powolne pochłanianie materiału; zjadają go w mgnieniu oka, dotykając skóry, obejmując włosy, twarz, kończyny. Sekundę przed okropnym swędem zwęglonego naskórka i topiącego się tłuszczu rozlega się przeraźliwy, paraliżujący wręcz wrzask. Wzdrygają się nieliczni: teraz, kiedy w Londynie żyje tak wielu Łowców, wiedźmy płoną częściej, król uśmiecha się szerzej, a mieszkańcy, na wpół głusi wobec ludzkiego wołania, mogą odetchnąć z ulgą. Kolejne niebezpieczeństwo zgaszone. 

Czytaj dalej

13 mar 2016

Odkąd cię nie ma


Każdy podziwiał jej charyzmę, sposób wyrażania myśli, lekkiego ducha, ubrania w stylu vintage, które na nikim nie wyglądały tak dobrze, jak właśnie na niej. Była popularna, choć nie w taki typowy, amerykański sposób. Znała swoją wartość, była bystra i łatwo nawiązywała znajomości. Często też imprezowała. A później zniknęła, zostawiając tylko białą kopertę. 
Czytaj dalej

10 mar 2016

Pozwól sobie odlecieć


Więzienne mury – to cegły, które znała od urodzenia. Więzienne kraty – to okna, przez które spoglądała, i którymi żyła, nie mogąc wejść w żadną interakcję na zewnątrz. Więzienna prycza – rodzinne łóżko, na którym nieruchomo leżała w jednej pozycji, płacząc bezgłośnie do więziennej poduszki. Nie była taka jak reszta – Magnus Bane, bohater serii Cassandry Clare powiedział kiedyś: "Każdy nastolatek w tym świecie czuje się podobnie jak ty. Wydaje mu się że jest inny, wyobcowany, nie na miejscu, jak królewicz przez pomyłkę urodzony w rodzinie wieśniaków." – z tym, że jej się to nie wydawało, ona nie próbowała być inna. Ona po prostu taka była. 
Czytaj dalej

5 mar 2016

Luty w pigułce



Tym razem było lepiej, lepiej niż w styczniu. Na pewno jest to związane z dwoma tygodniami szalonego zaczytania, feriami zimowymi, ale nie tylko: trafiły mi się książki, które "czytają się same". Jakościowo było prawie idealnie, ilościowo również nie wybrzydzam - luty mogę więc uznać za miesiąc udany.

Czytaj dalej

2 mar 2016

Jestem najgorszą przyjaciółką



Mam w tej kwestii sporo do powiedzenia przede wszystkim dlatego, że dysponuję, teraz dysponuję już trochę mniej, sporą ilością temperamento. Masz cięty język, rzuciła mi polonistka w piątej bodajże klasie, co zbyłam wzruszeniem ramion. Często stawiam na swoim, łatwo zdania nie zmieniam i wykazuję zapędy przywódczo-rozkazujące – dzisiaj dzięki temu i  Kill ‘Em All w uszach, łatwiej pisze mi się krytyczne akapity i niepochlebne recenzje. No ale mniejsza. Drobne sprzeczki, kłótnie i słowne przepychanki zdarzają się najbardziej wyrafinowanym kwiatom lotosu, to pewne. Najbardziej pokojowy człowiek na świecie może zostać wyprowadzony z równowagi, Stephen King pisał o kaznodziei, którego miotało na myśl o niesprawiedliwości losu, największego stoika wkurzy tradycyjne "MAREK NIGDY BY TAK NIE ZROBIŁ!". Czytam na forach "przyjaźń bez kłótni to nie przyjaźń" czy "kłótnie wzmacniają" i nie mogę się nie zgodzić – prędzej czy później któraś ze stron mocno to przekalkuluje, postawi się w odwrotnej sytuacji i wysnuje odpowiednie wnioski. Atmosfera wtedy może i jest nadal gęsta jest jak jogurt grecki, ale przynajmniej zmierza ku poprawie. W takich właśnie sytuacjach jak ta, warto może zaproponować, wyjść w propozycją stworzenia czegoś. Wspólnie.

Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.