Gdybym miała napisać książkę...
Gdybym była dostatecznie gotowa
na napisanie książki, gdybym chociaż potrzebowała odrobiny gotówki, gdybym
marzyła o super-sprzedawalności, nakładach w kilku tysiącach, wielkich
kolejkach po autograf i zdjęcie – napisałabym sensację pokroju Dana Browna. Do
bólu kontrowersyjną, przywołującą tematy tabu, odważną, ale też niezwykle
błyskotliwą. Ten rodzaj literatury uważam za receptę na sukces, nie ze względu
też na sam gatunek i jego neutralność, ale fakt, że sensacja ma przecież
wzbudzić efekt sensacji, powszechnego podburzenia i zainteresowania, które
rykoszetem odbije się od magazynów i portali, trafiając na mnóstwo ludzi.
Później, mając sławę, byłoby tylko z górki.