26 lis 2015

Zegar tyka, walka trwa, a zasady uległy zmianie. Kto przetrwa?


Endgame | Klucz Niebios


"Dzisiaj nie jesteśmy już Amerykanami, Europejczykami, Azjatami czy Afrykańczykami, nie jesteśmy już ze wschodu, z zachodu, z północy czy z południa – mówi amerykański prezydent. […] Nie jesteśmy już uczonymi, księżmi, politykami, żołnierzami, nauczycielami, uczniami, nie jesteśmy z partii Demokratycznej, ani z Republikańskiej. Dzisiaj jesteśmy po prostu obywatelami Ziemi. […] Dzisiaj każda kość niezgody, każdy spór, każda różnica, która nas dzieli, przestaje być istotna. Jesteśmy tacy sami. Jesteśmy ludźmi, którzy potrafią i muszą się zjednoczyć, aby stawić czoła niepewnej i nagłej przyszłości.[…] I jeśli mamy przetrwać to nadchodzące nieszczęście, będziemy musieli polegać na wzajemnych dobrych chęciach, miłosierdziu, miłości; naszym człowieczeństwie. […] Niech Bóg błogosławi was wszystkich i każdego z osobna. I niech błogosławi planetę Ziemię."
Stało się. Nic już nie będzie wyglądało jak przedtem.

Stwórcy stworzyli Endgame, brutalną Grę, której uczestnikami są Gracze z dwunastu starożytnych cywilizacji. Klucz Ziemi, o którego bili się w pierwszym tomie – "Endgame" został już odnaleziony. Zostały jeszcze dwa. I dziewięciu Graczy, wyszkolonych z pokolenia na pokolenie, nauczonych wymarłych języków, kamuflażu, taktyki i posługiwania się bronią. Nie zapominając o sztuce mordu.

Zegar tyka, walka trwa, a Klucz Niebios – gdziekolwiek i czymkolwiek jest, będzie następny. Tym razem nie ma czasu na czułości – światu zagraża niezidentyfikowany wcześniej meteoryt, Gracze stracili anonimowość, zasady uległy diametralnej zmianie, a planecie Ziemia wyznaczyć można już datę przydatności. Oto Endgame.  

Czy będziecie zdziwieni jeśli powiem, że "Klucz Niebios" jest stokrotnie lepszy od swojego poprzednika? Autorzy starannie skupili się na nie powielaniu istniejących w pierwszym tomie błędów, zniwelowaniu wszystkich niedoskonałości (których i tak, de facto, była liczba znikoma); to jest na przykład obezwładniająca liczba bohaterów, których trzeba zapamiętać, nazwy ludów, miejsca, z których pochodzą, cele i cechy charakterystyczne. Oraz jeszcze te nieszczęsne imiona, przy których język można połamać. To był ogromny, ogromny minus "Endgame", wszystko to, dane bohaterów, pojawiały się niby powoli, ale ostatecznie i tak spadły na czytelnika na tej jednej stronie, którą należałoby sobie zaznaczyć w celu ostatecznego przypomnienia. Wychodzi no to, że w "Kluczu" jesteśmy już z światem przedstawionym nieźle zaznajomieni, zorientowani i wczuci, a problemów z nim być nie powinno. A jednak.



Najboleśniejszy jest właśnie fakt, że seria Freya i Johnsona-Sheltona zostawia naprawdę bolesny odcisk na samopoczuciu czytelnika. Miażdży, drobi, mieli. Zachwyca. Suspens zapiera dech, wartkość i minimalizm wrzuca nas bezradnych w wir wydarzeń, a śmiała wizja końca ludzkości wprawia w przerażenie i enigmatyczny podziw jednocześnie. Majstersztyk. Akcja galopuje, – poważnie – g a l o p u j e, na twarzy wykwitają rumieńce, czoło pokrywa perlisty pot zdenerwowania, a wewnętrzny mól książkowy rwie się z całej siły w stronę Stonehenge, starożytnych budowli w Peru, piramid wypełnionych po brzegi złotem. To książka z polotem. Wyróżnia się w niej paletę bohaterów, obecnie dziewiątkę, spośród której na pewno ktoś przypadnie Wam do gustu i zaczniecie mu kibicować. Jest osoba ze Stanów Zjednoczonych, na oko wyglądająca na taką typową amerykańską laskę z college’u, – lecz to tylko złudzenie – mamy także rudowłosą wyrachowaną Latenkę, ciemnoskórego Hilala ibn Isa al-Salta, czyli jednego z bardziej pokojowych Graczy, zaledwie trzynastoletniego Baitsakhana oraz dwójkę Azjatów, w tym niemowę Chiyoko oraz Ana Liu. I paru innych. Do wyboru, do koloru.

Z tyłu okładki przeczytać możemy takie słowa:
"Określenie tego multimedialnego, wykorzystującego rzeczywistość wirtualną projektu książką może być krzywdzące."
I owszem. Bowiem to nie tylko książka, to nie jest zwyczajna powieść i zauważyliście pewnie to po tych paru zdjęciach umieszczonych powyżej. To Gra również dla nas. Każdy egzemplarz to seria zagadek, doprowadzających do klucza, który otworzy skrytkę z wielkimi pieniędzmi. Pięćset tysięcy dolarów. Drugi tom – milion, a trzeci, półtora miliona dolarów. W złocie. Zaciekawieni? To jeszcze nie wszystko – "Endgame" posiada bowiem serię filmów która wyprodukowana zostanie przez 21st Century FOX, łączy media społecznościowe, YouTube, telefony, internet z jednym, ponadczasowym i ponad wszelką technologią rdzeniem: literaturą. Niesamowita i przełomowa, tak mogłabym określić "Endgame", ponieważ nawet swoją tematyką jakże bliską "Igrzysk Śmierci", – z zaskoczeniem muszę stwierdzić – w ogóle ich nie dotyka. Jest nam bliższa, bardziej teraźniejsza, oparta na świecie, który zamieszkujemy, a to również działa na wyobraźnie i poniekąd składnia do zadaniu sobie paru pytań.

Seria "Endgame" to – podkreślę raz jeszcze – naprawdę miażdżąca lektura. Napisana z rozmachem, nowatorska i dająca świeże spojrzenie na książki za gatunku "Igrzysk Śmierci", ale i na literaturę w ogóle. Zupełnie oszałamiająca powieść, która na status powieści w sumie zasługuje tylko w połowie – media społecznościowe, YouTube, telefony, internet oraz seria filmów wskazuje na to, iż nie jest to zwyczajna książka. Drugi tom, "Klucz Niebios" mogłabym opisywać w samych superlatywach, autorzy zajęli się pewnymi niedokładnościami, które wyniknęły w tomie pierwszym, poprawiając poziom czytania, ale i podkręcając przy okazji wszystkie możliwe "efekty" podczas czytania. Jestem zupełnie zachwycona i oczarowana, póki co – tej serii niczego nie brakuje. 
Obsługiwane przez usługę Blogger.