2 min Czytania

Wezwanie | Klucz Niebios | Reguły Gry
A mimo to, wydaje mi się, że uniwersum nadal jest mocne. Zagadkowe, mistyczne - cała trylogia to pasmo zaskakujących zwrotów akcji i wydarzeń, które zadziwiają. Pomysłem, wartością, poprowadzeniem fabuły, różnorodnością bohaterów i przede wszystkim: zbadaniem poszczególnych plemion i osadzeniu ich w realiach świata przedstawionego. Nadal jestem pod wrażeniem tej interaktywnej książki pełnej linków do filmów, artykułów, poszczególnych stron, które wypełnione są zagadkami. To magia.
antyutopia/dystopia
James Frey
Nils Johnson-Shelton
postapokalipsa
wyd. Sine Qua Non
Ciężka do
zidentyfikowania, niemalże niemożliwa do namierzenia. Pojawia się znikąd.
Przychodzi dość często, choć zdarzają się momenty, kiedy w ogóle jej nie widać.
Jest dość kapryśna. Nikt nie wie, kiedy zaatakuje... Klątwa trzecich tomów –
brak na nią recepty, lekarstwa, brakuje także środków przeciwbólowych, dla
osoby, która jej doświadczy.
Nic nie boli
przecież tak jak zmarnowana seria czy trylogia.
Nadeszła końcowa
faza Endgame – pozostali najsilniejsi i najsprytniejsi. Klucz Niebios i Klucz
Ziemi odnaleziono, teraz pozostaje jeszcze tylko: Klucz Słońca. Pozostała
szósta graczy, ale tylko jeden z nich gra by wygrać. Reszta stanęła po stronie
śmierci lub życia i dąży do przerwania rozgrywki. Ustalają własne reguły,
wierzą w inny koniec, walczą dla innego plemienia. Jednak łączy ich jedno: są
gotowi by umrzeć, by osiągnąć zamierzone cele. Zwycięzca będzie tylko jeden.
Jak jest?
Jest dziwnie.
Jak bardzo zdziwiona jestem „Regułami Gry”, nie potrafię opisać. Jamesa Freya traktowałam dotychczas jako człowieka, na którym nie można się zawieść – oba poprzednie tomy były wręcz nie z tej ziemi, a „Milion małych kawałków” jakiś czas temu zdążyłam uznać za jedną z lepszych książek, jakie kiedykolwiek przyszło mi czytać. „Reguły gry” od początku wydawały się odstawać… nie tylko okładką i o połowę węższą szerokością grzbietu, nie pochłonęły mnie tak bardzo, mimo, że działo się dość sporo. To była specyficzna lektura. Z jednej strony działo się mnóstwo rzeczy, akcja nie zwalniała tempa, jednak z drugiej – nie potrafiła ona tak zaintrygować, pochłonąć.
Jest dziwnie.
Jak bardzo zdziwiona jestem „Regułami Gry”, nie potrafię opisać. Jamesa Freya traktowałam dotychczas jako człowieka, na którym nie można się zawieść – oba poprzednie tomy były wręcz nie z tej ziemi, a „Milion małych kawałków” jakiś czas temu zdążyłam uznać za jedną z lepszych książek, jakie kiedykolwiek przyszło mi czytać. „Reguły gry” od początku wydawały się odstawać… nie tylko okładką i o połowę węższą szerokością grzbietu, nie pochłonęły mnie tak bardzo, mimo, że działo się dość sporo. To była specyficzna lektura. Z jednej strony działo się mnóstwo rzeczy, akcja nie zwalniała tempa, jednak z drugiej – nie potrafiła ona tak zaintrygować, pochłonąć.

A mimo to, wydaje mi się, że uniwersum nadal jest mocne. Zagadkowe, mistyczne - cała trylogia to pasmo zaskakujących zwrotów akcji i wydarzeń, które zadziwiają. Pomysłem, wartością, poprowadzeniem fabuły, różnorodnością bohaterów i przede wszystkim: zbadaniem poszczególnych plemion i osadzeniu ich w realiach świata przedstawionego. Nadal jestem pod wrażeniem tej interaktywnej książki pełnej linków do filmów, artykułów, poszczególnych stron, które wypełnione są zagadkami. To magia.
Recenzja napisała we współpracy z wydawcą.