Jestem najgorszą przyjaciółką

Mam w tej kwestii sporo do
powiedzenia przede wszystkim dlatego, że dysponuję, teraz dysponuję już trochę
mniej, sporą ilością temperamento. Masz cięty język, rzuciła mi polonistka
w piątej bodajże klasie, co zbyłam wzruszeniem ramion. Często stawiam na swoim, łatwo zdania nie zmieniam i wykazuję zapędy przywódczo-rozkazujące – dzisiaj dzięki temu i Kill ‘Em
All w uszach, łatwiej pisze mi się krytyczne akapity i niepochlebne
recenzje. No ale mniejsza. Drobne sprzeczki, kłótnie i słowne przepychanki
zdarzają się najbardziej wyrafinowanym kwiatom lotosu, to pewne. Najbardziej
pokojowy człowiek na świecie może zostać wyprowadzony z równowagi, Stephen King
pisał o kaznodziei, którego miotało na myśl o niesprawiedliwości losu, największego
stoika wkurzy tradycyjne "MAREK NIGDY BY TAK NIE ZROBIŁ!". Czytam na forach "przyjaźń bez kłótni to nie przyjaźń" czy "kłótnie wzmacniają" i nie mogę się
nie zgodzić – prędzej czy później któraś ze stron mocno to przekalkuluje,
postawi się w odwrotnej sytuacji i wysnuje odpowiednie wnioski. Atmosfera wtedy
może i jest nadal gęsta jest jak jogurt grecki, ale przynajmniej zmierza ku
poprawie. W takich właśnie sytuacjach jak ta, warto może zaproponować, wyjść w
propozycją stworzenia czegoś. Wspólnie.