31 gru 2014

Zimne kalkulacje i szkolne troski ("Dziedzictwo")


Niesamowite jest to, jak niepozorna książka dla młodzieży może zaintrygować,  porwać, a następnie uzależnić. Ile emocji zafundować, nie szczędząc, ani nie martwiąc się o nasze zdrowie. Czytając książki C.J. Daugherty nie można nie zżyć się z bohaterami, nie pokochać ich od pierwszej chwili i nie pomagać im w rozstrzyganiu kwestii spornych czy tajemniczych zagadek. Czytając Wybranychz mojej twarzy nie znikał uśmieszek zafascynowania, więc biorąc jeszcze tego samego dnia do ręki Dziedzictwo, miałam tylko nadzieję, że autorka pociągnie fabułę na tym samym, genialnym poziomie. Ale ona zrobiła to jeszcze lepiej.

W poprzednim tomie poznaliśmy Allie – zbuntowaną nastolatkę, która za karę trafia do tajemniczej i elitarnej szkoły dla dzieci z bogatych rodzin. Po stracie brata Christophera, dziewczyna jest w niemałym dołku emocjonalnym, ale z biegiem czasu zdobywa lepsze stopnie, przyjaciół, a w końcu i miłość. Sielanka jednak nie trwa długo, ponieważ budynek szkoły zostaje podpalony, a jedna z młodszych uczennic brutalnie zamordowana. Po zdradzie jednego z uczniów, szkoła przechodzi do ofensywy. Zwiększa liczbę ochroniarzy i patroli, szkoli uczniów samoobrony, lecz… nic to nie daje. Ponieważ szpieg jest wśród nich, a oni sami nie wiedzą kim on jest i czy zaatakuje. A jeśli tak, to czy Cimmeria będzie gotowa na kolejny atak Nathaniela?  


"Kiedy twoje życie rozpada się na kawałki, czasem rozpadasz się razem z nim."

Od razu zaznaczam, że ta książka to mistrzostwo świata. Autorka zna się na rzeczy i nie zdziwiłabym się, gdyby w przyszłości postanowiła wydać jakiś kryminał skierowany do dorosłej publiczności. Jako była dziennikarka śledcza, jej opowieść utrzymana jest w niezwykle narastającym, ale i przede wszystkim pełnym akcji i nieprzewidywalności stylu.

Czytając tę książkę czułam się jak na rollercoasterze. Początek niezwykle porywisty, autorka bezlitośnie pakuje nas w samo centrum akcji, udowadniając, że nudne początki książek to nie jej bajka. Gdy akcja rozgrzana jest do czerwoności, rollercoaster zamiast wybuchnąć, zwalnia. Wątek się urywa i z szybkością światła kartujemy stronice następnego rozdziału. I kolejnego, i kolejnego. Zapewniam Was, że ta książka jest o wiele lepsza od Wybranych. Zwykle początki powieści nie są zbyt udane, bo wiadomo, wprowadzenie do historii, przedstawienie bohaterów,  lecz w tym przypadku pierwszy tom jest tylko minimalnie gorszy od drugiego. Więc jeśli spodobał Ci się tom pierwszy, sięgnij po drugi, a jeśli nie spodobał, też sięgnij po drugi!

"Najgorsze jest to, że kompletnie sobie nie uświadamiasz, jak bardzo masz to wypisane na twarzy. Zamierasz, kiedy tylko pojawia się w pobliżu, i nie odrywasz od niego wzroku. (…) Wiesz, co jest w tym wszystkim najsmutniejsze? Tylko ty nie widzisz tego, jak bardzo jesteś w nim zakochana."

I choć ta książka przyniosła nam wiele odpowiedzi do pytań z poprzedniego tomu, autorka zadbała, aby pewien niedosyt był jednym z częstszych uczuć, towarzyszących tej lekturze. Jakie inne uczucia? No nie wiem, zawroty głowy, mdłości? To zdecydowanie naturalne objawy prawdziwego rollercoastera Daugherty. Podekscytowanie? Na pewno. Dużo, dużo nerwowego wyczekiwania, napięcia. Dużo i łez. C. J. robiła ze mną co chciała. Płakałam, kiedy powinnam płakać, śmiałam się, kiedy powinnam to robić. Robiłam to jak na zawołanie śmiejąc się przez łzy z lekkich żartów pojawiających się w rozmowach bohaterów.

Nie widzę wad w tej książce. No, może troszkę zbyt zarysowany wątek trójkąta romantycznego, ale nic poza tym. Bohaterowie są tak prawdziwi, że momentalnie czułam, jakby była to osoba wyjęta z mojego życia. Wszystkie typy uczniów, jakie znamy tu są. Jest typowa kujonka, wredna, ruda i przesiąknięta złem do szpiku kości jędza, jest zdobywca damskich serc i tajemniczy outsider. Nie powinno zabraknąć czarnych charakterów, więc są. Wszystko jest na swoim miejscu. Idealnie przemyślana konstrukcja, której zburzyć nie można.

Poleciłabym Wam tę serię, ale chyba nie muszę tego robić. Jeśli przebrnęliście przez cały tekst, wiecie doskonale, że post ten to jedna wielka rekomendacja. Według mnie słuszna, bo książki z tejże serii to naprawdę bestsellerowe powieści z elementami grozy dla młodzieży, ale i nie tylko.

"Wydaje mi się, że nieraz myślenie szkodzi. Czasem musisz posłuchać serca i zaufać instynktom."

 Wybrani | Dziedzictwo | Zagrożeni | Zbuntowani | Niezłomni


Czytaj dalej

28 gru 2014

Tygrys lepszy od wampira i wilkołaka? ("Klątwa Tygrysa")



Odkąd tylko pamiętam Indie od zawsze były dla mnie źródłem rodzącym niekończący się zachwyt oraz uwielbienie. Złota Świątynia, Meczet Dźama Masdźid oraz znane na cały świat Mauzoleum Tadź Mahal – to tylko niektóre elementy tamtejszej kultury i sztuki. Poza tym Indie kojarzą mi się z Bombajem, Bollywoodzkimi filmami o miłości, ostrym jedzeniem i (to-chyba-wina-Alfreda-Szklarskiego) cejlońskim słoniem oraz bengalskimi tygrysami.

Dhiren jest jednym z nich. Jest bengalskim tygrysem, którego życie toczy się wokół małego cyrku Maurizio w stanie Oregon. Wieczne pokazy, nowe sztuczki, tłumy wiwatujących ludzi. Trener i właściciel cyrku postanowili go odkupić, ze względu na jego nadzwyczajną łagodność, graniczącą nawet z apatią. Wiedzą, że jest wyjątkowy, lecz nie znają całej prawdy. Tę prawdę odkryła Kelsey Hayes, dziewczyna, która podjęła się dwutygodniowej, wakacyjnej pracy w cyrku, i która pokochała tego ogromnego kota, zanim poznała skrywane przez niego sekrety. Niedługo potem ma towarzyszyć tygrysowi w transporcie. Jej podróż w głąb Indii, przyniosła wiele radości, wylanych łez i kłopotów. Tylko ona może złamać pradawną klątwę.

Opis brzmi świetnie, prawda? Z wielkim podekscytowaniem zabrałam się za tę lekturę, choć po czterech zdaniach z tyłu okładki nie wiedziałam z czym mam do czynienia. Zapowiadało się całkiem nieźle, szkoda że potem mój entuzjazm zwiędnął, niczym stokrotka w ciemnej komórce.

Do osiemdziesiątej strony osiemnastoletnia Kelsey była strasznie irytującą dziewczyną. Zachowywała się jak dwunastolatka, rumieniąca się zawsze i wszędzie, zadająca pytania zawsze i wszędzie, paplająca rzeczy totalnie idiotyczne, w kółko i bez przerwy. Na szczęście z biegiem czasu wydoroślała. Zdarzyło się nawet ją polubić, pewnie przez to, że pod koniec lektury stała się strasznie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) sarkastyczna, rzucała kąśliwe uwagi i ogólnie rzecz biorąc była chamska. Takie bohaterki lubię! Wyraziste, z pazurem. Wojowniczki. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach Kells będzie miała bliżej do Rose z Akademii Wampirów niż Nory z Szeptem (z całym szacunkiem dla fanów, ja Szeptem nie lubię).

"To, że czasem potrzebujemy pomocy, nie znaczy, że jesteśmy słabi."

Reszta bohaterów wykreowanych przez Colleen Houck czasami wydaje się zbyt idealna. Ren to typowy nadopiekuńczy koleś wyjęty prosto z głowy rozmarzonej nastolatki. W sumie, bez niego ta powieść nie miałaby najmniejszego sensu, więc jestem w stanie przymknąć oko na jego nachalność i napady zazdrości, wyrafinowanie oraz resztę tych ujmujących dziewczynę cech. Momentami można się do niego przekonać, pewnie; zdarza mu się wybuchnąć, krzyknąć. Wtedy już nie jest księciem na białym koniu i wszystko wygląda naturalniej. 

Jak młodzieżówka, to i trójkąt miłosny. Brat Rena, Kiszka Kishan to jak na razie mój faworyt. Po prostu. Jest mniej spięty i mniej kurtuazyjny. Szczery do bólu, mówi to, co myśli i ma genialne poczucie humoru. Szczerze powiedziawszy, wątek trójki bohaterów jest całkiem udany, więc mogę przyznać, że ich miłostki zaliczam do moich ulubionych trójkątów młodzieżowych. 

Pomysł uważam za dobry, nawet bardzo dobry. Samo zaś wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Mimo, że autorka inspirowała się Zmierzchem nie odnalazłam w niej wielu podobieństw. Fabuła bardziej przypominała mi Szeptem – podobny typ nieśmiałej bohaterki, fabuła skupiająca się przede wszystkim na wątku miłosnym, a nie na prawdziwym problemie. Nie czułam potrzeby czytania tej książki bez wytchnienia. Ba! Sama robiłam sobie przerwy, by odpocząć od irytującej treści i walenia się otwartą dłonią w czoło. Nie czułam, żeby mnie pochłonęła, nic z tych rzeczy. Czułam tylko obowiązek przeczytania do końca i czekania na moment, w którym fabuła nabierze iście hinduskiej pikanterii. I doczekałam się. Siedemdziesiąt stron przed końcem.

Jednym z większych plusów tej książki to język hindi, który występował tu niemalże bez przerwy. Nie chodzi mi o skomplikowane zdania, lecz powtarzające się (zazwyczaj pieszczotliwe) wyrazy, które regularnie spisywałam sobie na kartkę i szukałam tłumaczeń. Czułam się jak bóg wiedząc, co mówią bohaterzy, w momencie gdy zniecierpliwiona Kells nadal wypytuje o znaczenie danego wyrazu. Fajny dodatek, lubię mieszankę języków w powieściach.


Odnośnie kultury Indii. Było trochę wspomniane o jedzeniu, trochę więcej o komunikacji miejskiej, ubiorze, ale to byłoby na tyle. Książka ta przybrałaby więcej na wartości, gdyby autorka zainwestowała w trochę wiedzy ogólnej tego kraju. Z drugiej strony zrobiła wrażenie na mnie mitologią. Całkowicie mi obcą mitologią indyjską, która dodała książce pewien zagadkowy, mistyczny klimat. Plus dla Colleen Houck.

Pierwszy tom w skali ocen szkolnych zasłużył na 3+. Mam mieszane uczucia odnośnie tej książki. Całość była zrozumiała i spójna, lecz wątek romantyczny bił po oczach cukierkowatością. Zawiało też nudą i to niejednokrotnie. Zapewne nie przeszkodzi to prawdziwym koneserom gatunku romantycznego, ale i zadowoli ich wszystkim, czego prawdziwy romans młodzieżowy powinien mieć pod dostatkiem. Reszta znośna i nadająca się do czytania i mimo, że ostatecznie wolałabym zainwestować pieniądze w coś lepszego, była to całkiem przyjemna i inna podróż. Mimo tych wszystkich wad i mnie ciekawią dalsze losy Kishana, Rena oraz Kelsey i chętnie sięgnęłabym po drugi tom już dzisiaj. 

"Kiedy życie wręcza ci cytrynę, upiecz ciasto cytrynowe."



Klątwa Tygrysa | Wyzwanie | Wyprawa |  Przeznaczenie

Czytaj dalej

25 gru 2014

Drogi pamiętniku, dzisiaj umarłam ("Gra w Kłamstwa")



Gra w Kłamstwa to niewątpliwie jedna z książek, którym nadaję miano „zagadek”. Znacie takie książki? Wszędzie o nich głośno, jak i o autorce tej, oraz bardziej znanej serii Pretty Little Liars, a jednak sami nie wiemy co o niej myśleć, czego oczekiwać. Kupując Grę…, całkiem spontanicznie zresztą, nie zastanawiałam się, czy będzie to dobry wybór. Nie chciało mi się czytać recenzji na temat tej książki, nie wiedziałam czy mi się w ogóle spodoba, chciałam ją mieć, tak po prostu. Było w niej coś, czego nie jestem w stanie określić. Wręcz musiałam ją przeczytać, prędzej czy później. Ostatecznie wybrałem tę pierwszą opcję. Czy dobrze? Jak nigdy w życiu!

Gra w Kłamstwa zaskoczyła mnie swoją oryginalnością. Może nic nowego dla fanów wyżej wspomnianej serii PLL, jednak dla mnie była to genialna odskocznia od książki, którą czytałam równolegle, a która – nie ukrywajmy – całkiem nieźle sprawdzała się w roli usypiacza. I jeśli to, co w internecie krąży na temat obu serii jest prawdą, kiedyś w końcu podejmę się tych szesnastu tomów. Dlaczego? Serie te ponoć łączą cienkie nitki podobieństwa i główny, ten sam motyw – śmierć.

Emma nie lubi swojego życia. Nie to, żeby było jakieś przerażająco straszne, ale gdy miała pięć lat jej matka wyjechała na "wycieczkę", z której ostatecznie nigdy nie wróciła. W tym czasie życie dziewczynki przybrało diametralny obrót, a ona sama trafiła do domu dziecka, następnie, siłą rzeczy do licznych rodzin zastępczych. W momencie, gdy nie mogło być gorzej, Emma ogląda w internecie filmik, ukazujący scenę duszenia naszyjnikiem dziewczyny łudząco podobnej do niej. Kim jest bohaterka filmu? Dlaczego ktoś wpadł na pomysł nagrywania tak głupich rzeczy i dlaczego ona wygląda jak odbicie lustrzane Emmy? Oraz, jak to się dzieje, że duch bohaterki filmu cały czas jest w pobliżu Emmy?
"Nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas był normalny, wiesz? Wszyscy mamy jakieś mroczne sekrety."

Po pierwsze: Nieprzewidywalność. Trochę jak z książkami Christie, tylko w wersji młodzieżowej. Gdy Ty i bohaterka trwacie w przekonaniu ze mordercą jest dana osoba, prawda zwodzi was na manowce i całkowicie wyprowadza z równowagi. To wiecznie trwająca niepewność jest zdecydowanym plusem Gry w Kłamstwa.Tutaj nie można przewidzieć kolejnego ruchu bohaterki, no może wykluczając pewne momenty, kiedy po prostu mamy przeczucie, że do akcji wejdzie inny bohater i przejmie pałeczkę.

Po drugie: Bohaterowie. Nie sposób nie polubić Emmy. Tak widocznie różni się na tle bogatych, rozpieszczonych dziewcząt swoją naturalnością, że z trudem zachodzimy o głowę, jak ta zwykła, a zarazem urocza dziewczyna wplątała się w takie kłopoty. Całkowicie skromna, ale i wyrozumiała oraz współczująca. Po prostu. Niewątpliwie posiada pełną gamę pozytywnych cech, którymi wyszła u mnie na duży plus względem swoich „koleżanek”. I one są genialnie wykreowane. Typowy dla tego typu ludzi styl bycia i zachowania, idealnie wprowadza klimat tejże elity. Oczywiście nie mogło zabraknąć chłopców – a jakże! Na szczęście miłosne chwile nie są tyle rozbudowane, by przyćmiewały główny motyw książki. Te delikatne smugi takiego młodzieńczego zauroczenia, pojawiające się raz na jakiś czas, wprowadzają nas w przyjemną atmosferę, pozwalając odciąć się o tego wiecznego stresu związanego ze światem zagadek i kłamstw.

Po trzecie: Fabuła. I tu już mniej słodko, ponieważ w pewnych momentach czułam, że cała książka została napisała zbyt ogólnikowo. Zbyt pobieżnie, ot parę zdań w danym temacie i już przechodzimy do następnego z naszych problemów. Bo te 291 stron, to zdecydowanie mała liczba, jeśli chodzi o książki, jakie zwykłam czytać. Być może autorka zawarła w książce wszystko, co miała na myśli, ale ja na jej miejscu starałabym się rozbudować pewne momenty. Oczywiście tak, by nie naruszyć tego genialnego tempa, bo jeśli o nie chodzi – nie opuszcza nas ani ma moment; akcja cały czas pędzi przed siebie, nie oglądając się w tył. A my, chcąc dotrzymać jej kroku, dołączamy się do tego szaleńczego wyścigu.


Polecam wszystkim tę zwariowaną książkę, dzięki której wreszcie poczułam porządny dreszczyk emocji, a na moim czole pojawił się cień frustracji, zawodu i niemocy. Autorka genialne poprowadziła fabułę, tak, abyśmy nie chcieli uwierzyć kto jest przestępcą, mimo, że cały czas bierzemy go pod uwagę i mamy na oku. Jeśli szukacie dobrej odskoczni od problemów, jesteście na miejscu. To nie jest kolejna lekka młodzieżówka, widoczne wstawki dreszczowca spodobają się każdemu, niezależnie od wieku. Ja otworzyłam Grę w Kłamstwa na chwilę, na jeden momencik. Skończyłam o północy z aroganckim uśmieszkiem i silnym uczuciem bezradności, ponieważ nie posiadam drugiego tomu.




"Śpij zawsze z jednym okiem otwartym. Nie daj się zwieść pozorom. Twoje najlepsze przyjaciółki mogą być twymi najgorszymi wrogami."

Gra w Kłamstwa | Nigdy, Przenigdy | Pozory Mylą | Kłamstwo Doskonałe
Czytaj dalej

24 gru 2014

Od disnejowskiej księżniczki do upadłego anioła ("Miley Cyrus Dobra/Zła")



Miley Cyrus. Wydaje mi się, że ciężko było o niej kiedykolwiek nie usłyszeć. Zaczynała jako zwykła dziewczyna z Nashville, jako niewinna Hannah Monatana, wzorzec dla dorastających dziewcząt. Dziś jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych gwiazd świata.Wszyscy zastanawiamy się czym jeszcze zabłyśnie Miley, czym nas zaskoczy. Jak mogliśmy zauważyć do tej pory – pomysłów jej nie brakuje.

Im bardziej postać Miley jest złożona, tym trudniej było mi się zabrać za napisanie tej recenzji. Zdecydowanie zaliczam się do dzieci wychowanych na serialach Disneya, i pamiętam, że swego czasu prawdziwa Mileymania rozpętała chaos nie tylko w Ameryce, a na całym świecie.

Sam wstęp książki gwałtownie i niespodziewanie wrzuca nas w szpony paparazzich w sierpniu 2013 roku. To owego wieczoru w nowojorskim Brooklynie niebawem miało rozpętać się prawdziwie piekło. Skandaliczny taniec Cyrus z Robinem Thicke na gali MTV-VMA [kilk] spowodował prawdziwą wrzawę w całym świecie. Hejterzy pochyleni przed klawiaturą zacierali rączki, dziennikarze złapali groźnego bakcyla, a Twittera zaczęła zalewać ogromna fala krytycznych wpisów, które pojawiały się z rekordową szybkością trzysta tysięcy na minutę. To, co wydarzyło się pamiętnej nocy już na zawsze zatarło nasze wyobrażenie niewinnej Miley. A potem było jeszcze gorzej…

"Im wyżej wznosi się gwiazda, tym z większej wysokości spada, a ciśnienie na szczycie jest ogromne."

Co wbrew pozorom może się wydać dziwne, dalsza fabuła książki opowiada nie historię Miley – a jej ojca, Billy’ego Raya, którego muzyczna przeszłość miała znaczy wpływ na to kim jest Miley. Już wtedy dowiadujemy się, że jako zaledwie trzyletnia dziewczynka zaimponowała przyjaciołom muzykom ojca oraz wytwórniom swoją odwagą i nieustępliwością. Poznajemy ją jako nadpobudliwe dziecko, które z powodu gadulstwa oraz nieopanowania zostaje wysłane przez matkę do specjalnej szkoły religijnej. Jako dziewczynkę, która wścieka się, gdy ktoś jeździ na koniach, ponieważ sądzi, ze to im sprawia ból. Jako dziewczynkę, która od dziecka wiedziała, że scena jest jej przyszłością, a jedyne co jej przeszkadzało to to, że jej ojciec jest muzykiem. Zapewne każdy nastolatek skakałby z tego powodu z radości, lecz nie ona. Miley była dogłębnie przekonana, że wszystkie szansy, wszystkie role jakie dostaje są ze względu na popularnego ojca. Chęć bycia niezależną artystką, zabierała jej całe dzieciństwo. Ona chciała być Miley Cyrus, nie córką sławnego muzyka Billy’ego Raya Cyrusa.

I tak przemieszczamy się pomiędzy kolejnymi etapami życia Miley. Etapami, które są dla niej walką. Z Disneyem, z wytwórnią płyt, którzy narzucają jej zachowanie, wygląd, kreują odrębną osobowość. Walką z hejterstwem i odrzuceniem ze strony społeczności internetu. Uczucie, które nigdy jej nie upuszcza, dotyczące zmarnowanego życia w serialu, który narzucił jej propagowanie wartości, z którymi nie zupełnie nie zgadzała, który zmienił stosunek ludzi do niej, i w końcu, który zniszczył jej rodzinę. W taki sposób narodził się bunt. Każdemu z nas zapewne, zdarzył się moment, gdy mieliśmy już dosyć – życia życiem, którego w głębi duszy nienawidzimy. W taki sposób też narodziła się na nowo Miley Destiny Hope Cyrus.


"Każde nieszczęście zasiewa ziarno czegoś dobrego"

W kolejnym etapie książki Chloe Govan poznajemy młodą piosenkarkę jako zupełnie inną, wyswobodzoną duszę. Kontrowersyjną, oryginalną, momentami arogancką i przesiąkniętą hipokryzją. Ale wolną, robiącą wszystko, nie bacząc na wymogi jej narzucane i żądania. Wielu z nas zastanawia się, kim w końcu ona jest, ta Miley? No właśnie. Nasuwa mi się tylko jedna prawdopodobna odpowiedź. Jest sobą. Wydaję mi się, że ona od zawsze była tą Złą, bardziej lub mniej, jednak ciągła presja, jaką na niej wywierały dość nieprzyjazne stosunki ze światem Disneya, przekroczyła limit i Miley nie wytrzymała. Serial, który wyłożył jej jak ma wyglądać, w co ubierać, i jak zachowywać. Wytwórnia, która zrobiła z niej maszynkę do pieniędzy, nie licząc się z tym, czy dany gatunek muzyczny pochodził od niej, miał głębsze przesłanie, prosto z serca. I to jest smutne. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że gdyby Miley nigdy nie dostała roli w serialu Hannah Monatana, zyskałaby coś o wiele większego niż pieniądze. Rodzinę. Prawdziwą i kochającą, nie na skraju rozwodu, nie taką, którą ona sama musiała ratować, zwracając na siebie uwagę rodziców, a i całego świata. 


"Cokolwiek robisz, ludzie to komentują, wskazują cię palcem i wytykają najdrobniejszy błąd. Nigdy nie mówiłam, że jestem idealna. Nigdy nie chciałam być ideałem. [...] Chciałam, żeby ludzie lubili mnie za to, kim jestem."

Pamiętam momenty, gdy serial Hannah Montana, był filmem, którego oglądałam cały czas, bez przerwy. I nie przeszkadza mi to, że Miley wygląda teraz jak wygląda, i zachowuje się tak, jak się zachowuje. Wierzę, że w środku została tą samą dziewczyną, tą samą istotą. Nadal jest tak samo mądra, a cytaty wywiadów robią niewiarygodne wyrażenie. Wrażenie, że broni to co czuje i uważa za prawdziwe.Szczególne uczucia wywarła u mnie interpretacja piosenki Can’t Be Tamted [klik], dotycząca zamknięcia w klatce jak rzadki gatunek ptaka w muzeum. Gdy oślepia ją blask fleszy zasłania twarz wielkimi skrzydłami. Gest ten symbolizuje jej bezbronność wobec zamieszania wokół jej osoby. W końcu z innymi pobratymcami wznieca bunt i razem demolują to, co zniszczyło ich życie. Takie zachowanie stawia Miley w świetle wojowniczki, ale czy taką nie jest? Coraz częściej nadarza jej się okazja na pokazanie pazura.



Nie mnie jednak oceniać jaka naprawdę jest Miley Cyrus. Doskonale wiedzą to ci, którzy znają ją osobiście, i to jest właśnie najważniejsze. W szczególności jej tata, Billy Ray, który publicznie przyznał się, wylał swoje uczucia na karty paro stronicowego wywiadu, mówiąc czym zawinił wychowując córkę, a z czego jest naprawdę dumny. Biografię Miley Cyrus Dobra/Zła polecam przede wszystkim fanom. Za szczerość, za wierne dotarcie do źródeł, za przede wszystkim przekonanie mnie do osoby Miley Cyrus. Jestem żywym przykładem, że zwykła persona, znudzona i zażenowana licznymi pokazami i aferami wokół byłej gwiazdy Disneya odnajdzie pewne przesłanie i zrozumie ją, jej postępowania i motywy. Momentami przesadza. Okej, wszystko jest dla ludzi, rozumiem. Lecz z umiarem. Jej nowy wizerunek… czym on jest? Chwyt marketingowy? Zwrócenie na siebie uwagi mediów? Świata? A może chęć wyrażenia siebie? To i sto razy więcej na temat życia celebrytki Miley Cyrus zapisane jest na trzystu pięćdziesięciu stronicach, które pochłonęłam z czystą ciekawością.



"Sukces jest najlepszą zemstą."
Czytaj dalej

21 gru 2014

My Big Bookish Wedding Tag




Cześć! Dziś chciałabym przedstawić Wam tag opracowany przez Abigail i Jane Rachel. Pomysł jest świeży, a mnie tak się spodobał, że postanowiłam wziąć udział w tej zabawie. Zasady polegają na wylosowaniu jednej z dziesięciu książek do każdego z pytań, a potem otworzeniu książki na losowej stronie i odszukaniu pierwszego bohatera, który będzie spełniał mniej lub bardziej ważną funkcję na Moim Wielkim Książkowym Weselu! 

Zaczynajmy.


Osoba, którą pomoże wybierać Ci suknię ślubną (kobieta)




Złodziejka Książek Marcusa Zusaka. Znacie, kojarzycie? Mi osobiście bardzo przypadła do gustu, ponieważ uwielbiam historię, interesuję się tamtymi czasami, a ta powieść idealnie odzwierciedla tamtejsze życie oraz oddaje wojenny klimat.

A osobą, która pomoże mi wybrać suknię będzie... Liesel! Tak, tytułowa "Złodziejka", którą podziwiać możemy na okładce tuż obok. Czy sprawdziłaby się w roli mojej stylistki? Myślę, że pomimo jej młodego wieku, zdecydowanie tak. Jej cudowna dziecięca wrażliwość wybrałaby zapewne coś delikatnego, jak ona sama. I mnie to nie przeszkadza. Ale sądzę, że swój upór nadrobiłaby w biżuterii, swój charakterek, który z dnia na dzień coraz bardziej przybierał na sile.

Osoba, która urządzi Twój wieczór panieński (kobieta)




Martwa Strefa to przeciwieństwo pięknego wesela, romantyzmu i miłości. Czy Stephen King kiedykolwiek kojarzył się komuś z weselem?

A osobą, która zadba o przygotowanie mojego wieczoru panieńskiego będzie… Vera Smith... Vera jest osobą, która po tragicznym wypadku syna tak bardzo się załamała, tak bardzo, że koniecznością było znaleźć jakiś sens w jej życiu. Wolałabym nie mieszać w mój wieczór panieński fanatyczki religijnej, regularnie uczęszczającej na zloty ludzi dogłębnie wierzących w istnienie UFO, oszalałej na punkcie Boga i tego, że „jeśli wolą Boga jest, żeby miała wysokie ciśnienie, to będzie je miała."

To będzie intrygujący wieczór panieński... 


Osoba, odprowadzająca do ołtarza (mężczyzna)





Trudno było nie usłyszeć o książce, której promocja była lepszym przedsięwzięciem od samego jej napisania.  Tak swego czasu trąbiły blogi o książce Sary Lotz Troje. Mnie tam się osobiście podobała. I po jej skończeniu nie mogłam przestać o niej myśleć. To jest książka, która od pierwszej do ostatniej kartki stanowi wielką zagadkę dla nas, czytelników.

Osoba, która odprowadzi mnie do ołtarza to… Paul Craddock! Świetnie, bo to fragmenty z jego perspektywy najbardziej mnie zaciekawiły. Te niesamowicie realistyczne zwierzenia, które wywoływały u mnie dreszcze. Strasznie polubiłam tego bohatera. Za jego talent inteligentnego dialogu, humoru i bezpośredniość. Nawet gdy się pogubił, gdy zrobił coś okropnego, popełnił przestępstwo był dla mnie bohaterem, którego psychiki nie dało się zrozumieć. Był zagadką. Pośród całego zamieszania zapewne zapomniałabym o jego przerażającej przeszłości.

"Cześć Boże. To ja, Paul. Dlaczego mnie nie słuchasz, do kurwy nędzy?"


Ksiądz (mężczyzna)




Trylogia o Julii to jedna z takich, które są jedyne w swoim rodzaju i których wspomnienia trwają. nie chcąc opuścić. Szkoda, że nie została na ostatnie pytanie, ale cóż to wola Boga :D 

W końcu otwieram losową stronę i czytam, szukam księdza, którym ostatecznie zostanie… Kenji! Jak dla mnie wspaniale. To taki bohater, który za żadne skarby nie traci pozytywnej energii, jednakże nigdy nie wyobrażałam go sobie w roli księdza. Bo kto wyobrażał? :D Jednak teraz mogę spać spokojnie, uroczystość z nim będzie utrzymana w cudownym nastroju, tak lekkim i żartobliwym, że na pewno zapomnę o stresie. 

Szczęściara, czyli ta, która złapie welon (kobieta)




Losując strony trafiłam na mecz Quiddicha, więc można byłoby się spodziewać, że akurat w tym momencie kobiet nie ma. Jednak istnieją takowe i ten sport uprawiają, a nawet trenują i sędziują. 
Welon złapie... Rolanda Hooch, pamiętna nauczycielka latania na miotle. Czy dobrze? Z tego co pamiętam, nie miała drugiej połówki, była raczej osobą oddaną surowemu i wymagającemu nauczaniu. Pozostaje mi jedynie życzyć jej wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia! 



Osoba wygłaszająca przemówienie (mężczyzna)



Dary Anioła to moja ulubiona seria do końca życia, musiała więc tu się znaleźć. A osobą, która wygłosi przemówienie będzie... Jace. O, nie. Nie chcę takiego ciągu zdarzeń! To nie tak miało wyglądać! Chciałabym, żeby on był postacią w ostatnim pytaniu.


Niemniej uważam, że byłby to genialny mówca, który zaskoczyłby wszystkich (zapewne) improwizowanym przemówieniem nawiązującym do jego osoby oraz zabijania demonów. Tak czy inaczej, wiem, że zawsze mogę na niego liczyć i, że całość zaprezentuje się niezwykle mądrze i zrobi wrażanie na wszystkich obecnych zaproszonych.

Osoba, zajmująca się muzyką (mężczyzna)




Intuicja mnie nie zawiodła. Czułam, że Zostań, jeśli kochasz – książka wręcz przesączona muzyką, znajdzie się w tym punkcie. Czytało mi się ją bardzo dobrze, jednak sama w sobie nie jest literaturą wysokich lotów. Mam nadzieję, że muzyka na moim wielkim książkowym weselu już tak!

A na moim weselu muzyką zajmie się.... Adam! Chyba nie mogłam trafić lepiej. I choć nie gustuję w muzyce rockowej cieszę się, że to on, a nie Mia, na przykład. Albo ktokolwiek niedoświadczony, ktokolwiek bez odrobiny gustu muzycznego.In



Król parkietu (mężczyzna)




Uwielbiam książki Carlosa Ruiza Zafona. Według mnie są genialne pod każdym względem - język, akcja, bohaterowie, fabuła. Najbardziej go gustu przypadła mi opowieść o samotnym pisarzu nazwana Grą Anioła, a najmniej - popularny Cień Wiatru. Na dziś wybrałam więc książkę, która łączy obie historie znajdujące się w tamtych powieściach.

Królem parkietu zostaje... Fermin Romero de Torres. Czy jestem zdziwiona? Oczywiście, że nie! To do niego zupełnie podobne. Fermin jest genialnym starszym panem, o którym nikt nic nie wie, a który posiada cięty język, smykałkę do interesów oraz zamiłowanie do literatury pięknej. Coraz lepiej to wesele się zapowiada!

Osoba, która za dużo wypije i wyląduje pod stołem (mężczyzna)



Mroczne Umysły uwielbiam. Zachwycałam się zresztą tą książką w recenzji i nie mogę się doczekać momentu, w którym znajdę czas na przeczytanie drugiego tomu.

Osobą, która wyląduje pod stołem, będzie... Liam! Wprawdzie nie wiem, czy książkowy Liam pozwoliłby sobie na takie coś. Jest raczej zdeterminowanym bohaterem, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Chociaż z drugiej strony po tak wzruszającym zakończeniu tej powieści sama bym się czegoś chętnie napiła. A co dopiero on.

Mąż (mężczyzna)




Na to pytanie przeznaczenie zostawiło mi książkę z serii, która odgrywa ważną rolę w moim czytelniczym życiu. Lubię tajemniczy klimat Cimmeri i trwanie w niepewności i emocje, które tak dobrze zbudowała C.J. Daugherty.


A moim mężem będzie... Carter West! Z moimi uczuciami odnośnie chłopaków z okładki obok bywa różnie. Gdy pierwszy raz pochłonęłam trzy tomy uwielbiałam Sylvaina, to jemu kibicowałam. Teraz, gdy po raz kolejny zabrałam się za lekturę Wybranych coraz bardziej przekonuję się do pozostałych bohaterów, a między innymi i do Cartera. Razem z przyjaciółką jesteśmy #TeamSylvarter więc i tak cieszę się, że to właśnie Zbuntowani są ostatnim punktem tego tagu, a w nim Carter.


No cóż, mam nadzieję, iż towarzystwo będzie Wam odpowiadało, bo i Was zapraszam na Moje Wielkie Książkowe Wesele! I zachęcam do przyłączenia się do My Big Bookish Wedding Tag, bo to świetna zabawa (a przy okazji rozruszanie bloga). Nie nominuję nikogo, ponieważ wszyscy chętni mogą wziąć w tym udział, bez wywierania presji, bez nacisku. Miłego dnia i wesołych świąt!




Czytaj dalej

16 gru 2014

W przededniu samozniszczenia ("W głębi lasu")



Nie wiem jaki impuls mnie do tego skierował, jaka magiczna siła mnie do tego zachęciła. Lubię od czasu do czasu poczytać sobie kryminał bądź horror, ale nie są to gatunki do których czuję przysłowiową „chemię”. Lecz w pewnych momentach nasze czytelnicze wnętrze aż się prosi o coś mocnego, o całkowicie odmienny gatunek, zupełną odskocznię, coś co w pamięci utknie nam na długi, długi czas.

I tym sposobem trafiłam na powieść słynnego Harlana Cobena pod tajemniczym i równie zagadkowym tytułem W głębi lasu. Historia ta opowiada o życiu prokuratora Paula Copelanda, owdowiałego ojca sześcioletniej Cary, którego życie niejednokrotnie wrzuciło na głęboką wodę.

Traumatyczne wspomnienia sprzed dwudziestu laty lubią powracać. Chwile, gdy czworo nastolatków wymknęło się do lasu z letniego obozu. Chwile, gdy Paul uświadamia sobie że zawalił swoją wartę, by potem przez całe życie mieć na swym sumieniu dwoje zabitych nastolatków i dwójkę tych, których nikt nigdy nie znalazł… A wśród nich własną siostrę. Zatarte wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą, przynosząc ofiarę zastrzeloną na Manhattanie, w której Paul dostrzega podobieństwo do ofiary obozowej tragedii. 

Zatem czy jego siostra żyje? Jaką tajemnicę skrywa las i co tak naprawdę zdarzyło się owej pamiętnej nocy?

"Nie mów mi, że niebo jest granicą, skoro są ślady stóp na księżycu."

Cóż tu dużo mówić. Właśnie o takiej książce marzyłam, właśnie tak chciałam zacząć przygodę z książkami Harlana Cobena. Nie ma nudy, nic się nie ciągnie i przedłuża. Autor genialnie przeplata wątki, aby napięcie cały czas rosło i rosło. Już od pierwszego rozdziału książka ta porwie nas z wir, zlepek różnych, pozornie niepasujących do siebie zdarzeń.

Z tyłu książki przeczytać możemy mądrą wypowiedź, która trafnie oddaje to, co chciałabym na temat W głębi lasu powiedzieć:

"Precyzyjnie skonstruowana intryga, mistrzostwo stopniowego napięcia, fałszywe tropy prowadzące donikąd, pozornie niemożliwe do wyjaśnienia zagadki, zaskakujące zakończenie, którego nie domyśli się nawet najbardziej przenikliwy czytelnik...".


Są emocje, są też wzruszenia. Możemy odszukać naprawdę wiele przepięknych zdań, utrzymanych w klimacie bardzo melancholijnym i nostalgicznym. Osobiście lubię takie delikatnie, wręcz niezauważalne smugi romantyzmu i delikatności w nawet tych najmocniejszych powieściach.

Zdecydowanie polecam fanom kryminałów i powieści sensacyjnych, ale nie tylko. Jestem żywym przykładem, że do całkowicie różnych książek można się przekonać a nawet od nich uzależnić. W głębi lasu, to zdecydowanie trafna książka, której nie brakuje nic do miana jednej z najlepszych tego gatunku. I tak ją zapamiętam. Jako powieść oryginalną i pomysłową, mistrzowsko opowiedzianą, z idealnie zwięczającym tę historię zakończeniem. 

"Wszyscy kłamią. Każdy ma jakieś tajemnice. Wszyscy łamią prawo i mają swoje sekrety."
Czytaj dalej

14 gru 2014

Łatwe jest zejście do piekieł


Oto nadszedł wiekopomny moment, w którym zaczynam już po raz trzeci moją ulubioną serię Dary Anioła.Serię, którą pomimo pewnych niedociągnięć, braku filozoficznych przemyśleń, iście „Zafonowego” języka i głębokich przesłań, jest dla mnie absolutnie wyjątkowa oraz niepowtarzalna. I może zdarzyło mi się czytać lepsze książki, lecz to ta oczarowała mnie bogactwem swojego świata, pełnym magii i przekonania, że „wszystkie bajki są prawdziwe”. Mam do niej sentyment tak ogromny jak do Harry’ego Pottera, a może nawet większy. Każdy powrót do znajomych postaci, cytatów i miejsc, o dziwo wzbudza we mnie jeszcze większy zachwyt i uwielbienie, za co na wstępie dziękuję przegenialnej autorce, Cassandrze Clare. Jednocześnie pragnę ostrzec przed wręcz wylewnymi uczuciami odnośnie fabuły, o geniuszu tejże serii, które tutaj napisałam. Musicie mnie zrozumieć. Mnie, prawdziwą fanatyczkę świata Nocnych Łowców, do którego dzisiaj chcę Was zabrać.
„Każdy nastolatek w tym świecie czuje się podobnie jak ty. Wydaje mu się, że jest inny, wyobcowany, nie na miejscu, jak królewicz przez pomyłkę urodzony w rodzinie wieśniaków. W twoim przypadku odmienność jest prawdziwa. Jesteś inna.”
Jest rok 2007, miasto Nowy Jork, dzielnica Brooklyn. To tutaj przystało żyć naszej głównej bohaterce Clary Fray. Jej wakacyjne dni nie mogą wleć się dłużej, mijać powolniej i nudniej, niż teraz. Jej mama Jocelyn – całkowicie oderwana od rzeczywistości artystka, a zarazem kochająca i doświadczona przez życie kobieta, nieufnie trzyma ją na dystans od świata. Na szczęście spośród miliona mieszkańców Clary wolne chwile spędza w towarzystwie jej najlepszego przyjaciela Simona. Wspólnie spędzone noce, czytanie komiksów po ciemku i zajadanie się popcornem z oczami wpatrzonymi w japońskie Anime. Każdy miał kogoś takiego jak Simon, całkowicie zwyczajnego przyjaciela idealnie wpisanego w ten sam zwyczajny świat. Choć z biegiem czasu staje się on coraz bardziej… jej mama zostaje porwana przez tajemniczych napastników, a ona sama widzi rzeczy których nie powinna widzieć, odkrywa sekrety skrywane przez matkę i jej prawdziwą osobowość… coraz bardziej zagadkowy. Clary wyrusza na pomoc uprowadzonej matce, nie wiedząc jakie sekrety przed nią ukrywała, co zataiła i zatuszowała. Dlaczego Jocelyn kłamie i wymazała prawdę o przeszłości, która dręczy ją od lat, a teraz powraca? I czym są tytułowe Dary Anioła?


Obiecuję, że w tej książce nie zabraknie dynamizmu. Od niej aż bucha akcją, ripostą i magią w przenośni i na serio. Ciężko jest uwierzyć, że to debiut autorki, ponieważ z tomu na tom wątki stają coraz bardziej zawiłe. Tak, ta niewątpliwie złożona i zagmatwana historia jest pełna podziwu dla debiutującej wówczas Clare. I ten świat, to otoczenie. Wykreowanie Nocnych Łowców, czyli w połowie aniołów, których misją jest zabijanie demonów, przybywających w innego wymiaru. Sarkastyczni i dumni z siebie wojownicy, zakochani we własnym obliczu, wzgardzający światem przyziemnych i ich bezsilności – to geniusz. Nie spotkamy w tej powieści bohaterów bez osobowości, tutaj każdy jest inny, ciekawy i ma coś odmiennego do powiedzenia. Szczególnie jednego z nich cechuje największa arogancja świata i dar samouwielbienia. Hm, Jace – bo to o nim oczywiście mowa – jest trudny w obyciu, miewa humorki, które skrywa za fasadą twarzy, przebierając neutralny i obojętny wyraz. Ale nie sposób się w nim nie zakochać, ponieważ jest niezwykle czarującym chłopakiem, który w zanadrzu zawsze ma jakąś sarkastyczną uwagę. Clary zaś, nie jest kolejną irytującą i bezbronną nastolatką. Ona wie czego chce, i dąży do tego, nawet za cenę śmierci.

Język autorki jest prosty, momentami aż za bardzo (zazwyczaj pod koniec rozdziałów – pewnie była już zmęczona :D). Lecz te chwile zdarzają się raz na tysiąc, a większość książki wypełnia wręcz poetycki język pełen epitetów i szerokich porównań. To jest jeden z większych plusów książki. To, że Clare przesyła nam obrazy, pięknie ubrane w słowa, których rozszyfrowanie jest wręcz ucztą dla zmysłów. Jednak najbardziej imponuje mi łacina, której tutaj nie brakuje. Łacińskie sentencje nadają powieści klimat przygaszony i mroczny, uświadamiając nam jaką potęgą są Nocni Łowcy, jak mądre są ich motta, jak prawdziwe jest to, w co wierzą. Podzielenie książki na części, nadanie im nazw zapożyczonych od Szekspira, Miltona czy Wergiliusza – taka aura jest jak najbardziej dla mnie.
"Jedź szybko, Przyziemny. Jedź, jakby ścigało cię piekło."
W całym moim uwielbieniu muszę stwierdzić, że ta powieść już na początku skazana była na sukces. Mieszanka tego, co młodzież uwielbia najbardziej. Wilkołaki, wampiry, Faerie, skrzaty, demony i inne stworzenia nadprzyrodzone, o których pojęcia istnienia w literaturze nie miałam. Na czele z starożytnym pokoleniem zadufanych w sobie pogromców zła, tworzą idealną serię młodzieżową, która z ciekawym i czasem rozchwianym wątkiem romantycznym wprost przyciąga rzesze fanek. I bardzo dobrze, bo seria genialna i w pełni na to zasługuje.

Jestem w pełni pewna, że Dary Anioła to moja ulubiona seria i nie sądzie, żeby się to kiedykolwiek zmieniło.
Czytaj dalej

6 gru 2014

Martwa Strefa - Stephen King




Stephen King. Któż nie słyszał? Wydaje się rzeczą nieprawdopodobną, byśmy nie kojarzyli nazwiska
króla grozy, horroru i akcji. I nie ukrywajmy, książka na której okładce nadrukowany będzie napis "KING", zajmujący powierzchnię tak około 3/4, od razu da nam do zrozumienia, że to będzie dobre, że na pewno lepsze od leżącej obok, książki debiutującego w tymże gatunku autora. A jednak nie każdy z nas gotów jest sięgnąć po jego powieści.

"Ambicja to ostatni azyl porażki"

Jestem po dwóch książkach Stephena Kinga, nie mam więc możliwości szerokich porównywań. Jako pierwszą starannie wybrałam Lśnienie a teraz, zupełnie przypadkowo do moich rąk trafiła Martwa Strefa, która wywołała u mnie znacznie głębsze uczucia, niż poprzedniczka. Ale nie mam tu na myśli strachu. King nie przeraził mnie, tylko wzruszył.


Po przeczytaniu stu pierwszych stron myślałam, że czytam Sparksa. Wszystko było tak melodramatycznie opisane, że łzy same płynęły, niezauważalnie. Johnny Smith – młody nauczyciel miał wypadek. Pomyślałam, że King lepiej opisał szpitalną atmosferę od autorki Zostań, jeśli kochasz. King otula nas miękkim szalem nadziei, współczujemy rodzicom, dziewczynie Johnnego. Wszystko jest tak dopracowane, że współczujemy też sobie czytania tego, żalu i tego rozdzierającego, wewnętrznego bólu.

A potem wszystko się rozjaśnia. Po prawie pięciu latach Johnny budzi się ze śpiączki i odkrywa w sobie niezwykły dar. Dotykając kogoś jest w stanie przewidzieć dosłownie wszystko. Od tego momentu bacznie śledzimy losy Johnnego Smitha, jego powrotu do pełni sił, życia pod dachem ojca i fanatyczki ruchów religijnych, jego matki. Jest w tej powieści i miłość. Niezauważalna, wręcz nieistotna. Lekkie muśnięcia momentów tęsknoty i pragnienia odzyskania straconej przeszłości sprawiają, że książkę tę czyta się z jeszcze większym podekscytowaniem. Równolegle poznajemy losy dość specyficznego Grega Stillsona, burmistrza małego miasta z dużymi aspiracjami na prezydenta. I kolejną historią są zabójstwa kobiet. Z roku na rok ofiar przybywa, władze miasta stają się coraz bardziej bezradne a mieszkańcy przerażeni.
Czy ich losy z losami Johnnego mają ze sobą jakieś powiązanie?



"Nie musiał się martwić o ślady na ubraniu. Był przecież taki gładki. Morderca był gładki. Był nietykalny. Był Supermanem."


Emocje w fabule można wpisać w wykres. Po rozpaczy towarzyszy nam kibicowanie Johnnemu i temu, aby swoje życie poukładał na nowo. Prawie zawsze cały czas się coś dzieje. Jak nie u naszego głównego bohatera, to w świecie polityki czy kryminalnych zagadek. Potem akcja traci na tempie i dopiero pod koniec stajemy ramię w ramię z punktem kulminacyjnym. To właśnie był jedyny moment, który napoił mnie niepokojem. Nie bałam się, bo nie było czego. Jest to podobno thriller i wątkami paranormalnymi, lecz można było odczuć pewną niepewność i zaniepokojenie. Końcówka zaś, była paranoidalna i wyjątkowa, chyba nigdy jej nie zapomnę.

"Wspaniale idzie ci zabijanie, pomyślał histerycznie i znów przysunął się do balustrady."

Komu polecam? Czytajmy wszyscy książki Stephena Kinga, by doświadczyć bogactwa fabuły, jakim otacza nas autor. By poznać arsenał językowy tegoż autora, by poznać granice własnego strachu. Ta książka nie była lekka. Ale nie przeraziła mnie, nie miałam po niej koszmarów. Ale ukazała mi prawdziwy talent pisarki autora. To ciekawe wydanie Kinga w thrillerze z paranormalnymi efektami, który polecam każdemu.

Czytaj dalej

1 gru 2014

Podsumowanie chłodnego listopada '14

Pewnie jak większość z Was listopad traktuję jako okres przejściowy między dniem Wszystkich Świętych, a Wigilią Bożego Narodzenia. Nie lubię listopada, nawet ze względu na to, że się w nim urodziłam. Nim tylko się obejrzę na sklepowych półkach znicze zostają zamieniane na bombki, lampki i inne bożonarodzeniowe ozdoby, przez co szał zakupów ogarnia nas z roku na rok coraz wcześniej.



Listopad nie był dla mnie najlepszym czytelniczym miesiącem. Ba, był jednym z gorszych, ponieważ obowiązki szkolne totalnie nie pozwoliły mi na robienie czegokolwiek innego. 

W listopadzie przeczytałam:
1. Quo Vadis - Henryk Sienkiewicz (jako lekturę)
2. Achaja Tom I - Andrzej Ziemiański [recenzja]
3. Mroczne Umysły - Alexandra Bracken [recenzja]
4. Wybrani - C.J. Daugherty (po raz kolejny :D) [recenzja]


Najlepsza książka: "Mroczne Umysły"
Największe rozczarowanie: "Achaja Tom I"


Chyba nie jest najgorzej, ale przyznam - mogło być lepiej. Mam nadzieję, że w grudniu lista będzie dłuższa, niż jest teraz. Wierzę, że obowiązki i nauka zwolnią szaleńcze tępo, a ja będę miała czas na zimowe czytanie tak jak lubię - przy oknie, pod kocem, popijając akapity łykami gorącej kawy. 

I tego Wam życzę! Spokojnego grudnia, wolnego od stresu, a pełnego ciepła rodzinnego ogniska i książek. Wielu książek pod choinkę!
Czytaj dalej
Obsługiwane przez usługę Blogger.